Czy ludzie się zmieniają? Mam nadzieję. Nie umiem już być sobą w najlepszej swojej odsłonie. Sklepienie rzeczywistości coraz bardziej się obniża, moją glowę dzieli od niego doslownie kilka centymetrów. Kiedy zabraknie przestrzeni? Ki edy mój wlasny świat, prywatne królestwo uwięzi mnie w... klatce? skrzyni? grobowcu?... Kiedy się poddam?
Ten wpis ma mieć watrość motywacyjną. Nie tylko dla mnie (chociaż w głównej mierze o to chodzi), ale może i ktoś z was zaczerpnie z tego pewną radę. Nie trać życie, nie uciekaj, wyzbądź się strachu, bądź sobą. Taaak, bądź sobą, z tego już niewielki krok do bycia kimś.
Wszystko się wali. Pomalutku, małymi kroczkami, powodując, że całkowicie zaczynam wątpić w siebie.
PRACA
Na początku było świetnie. Pracowalam w jednym z droższych sklepów w centrum handlowym. Na wyplatę nie mogłam narzekać, całkowicie spełniała moje oczekiwania, nawet nad wyraz to robila. Załoga też byla fajna, szefowa po krótkim czasie zaczęła doceniać mnie i moje wyniki. Lubiłam to co robiłam. Mialam dobry kontakt z ludźmi i poczucie, że serio mogę pomóc. Zwracali się do mnie ludzie, którzy chcieli coś w sobie zmienić, niektórzy nieśmiało twierdzili, że wraz z nowym wyglądem chcieliby zyskać odrobinę więcej pewności siebie. Pomagalam. Dobierałam im ubrania, w których na prawdę wyglądali dobrze i motywowalam w krótkich rozmowach przed przymieżalnią między donoszeniem kolejnych modeli. Wychodzili uśmiechnięci. Wracali. I zawsze tylko do mnie. To było miłe, że ktoś mnie docenia.
Ale potem zmienił się właściciel. Niby moja pozycja była bezpieczna. Zagwarantowal on naszej byłej szefowej, że ekipa się nie zmieni. Przynajmniej przez 3 miesiące. Już na rozmowie kwalifikacyjnej stwierdził, że zwyczajnie mu nie pasuję i moja obecność w tym sklepie jest zbędna. Z ironicznym uśmieszkiem dodal, że żałuje zlożonej obietnicy odnośnie 3 miesięcy ochrony. Mial do mnie zbyt wiele nieuzasadnionych pretensji, bez poparcia faktami, prawda. Zaczęły się docinki na mój temat. Po dwóch dniach przeniósl mnie na obrzeża miasta. Półtorej godziny przed pracą musiałam wyjść z domu. Tyle samo zajmowal mi powrót. Jakiś problem? Ja żadnego nie widzę. Jako, że system pracy był dwa na dwa, każda z nas miala do przepracowania 16 dni w miesiącu. Ile u mnie łacznie to wynosiło? Dziesięć dni i jedna godzina. Wypłata miała być liczona od utargu. Nie jestem w stanie zgromadzić porównywalnej do reszty personelu ilości sprzedanych rzeczy, gdy brakuje mi prawie tygodnia pracy. I tak byłam dobra. Brakowalo mi niewielkiej sumy do dorównania "najslabszemu ogniwu" pomimo deficytu godzin. Wyszlo na to, że jestem najgorsza, nie umiem sprzedawać i konsekwentnie trzeba mnie się pozbyć. Jej, poprzednia ekipa otrzymała umowy próbne 3miesięczne, ja na okres niespełna miesiąca. Były w niej błędy w nazwisku, adresie i niewpisana stawka. Nie robię tego charytatywnie. Na szczęście "pensja", chociaz powinnam to nazwac groszami, zostala wyliczona prawidłowo. O nieprzedłużeniu umowy dowiedziałam się minutę przed zamknięciem sklepu w Wigilię. Dziękuję.
Do tej pory nie znalazłam pracy. Nie mam pieniędzy na jedzenie. Odlożylam sobie tylko kwotę by opłacić najem. Mam bardzo dobre CV, doświadczenie, jestem ambitna, pracowita, w pracę zawsze wkładam cała siebie, głupia też nie jestem, do tego posiadam dobrą prezencję. Umiem się wysławiać, być kulturalna i spokojnie rozwiązać każdy problem. Nikt mnie nie chce.
STUDIA
to był przypadek, że jestem tu gdzie jestem. Przyszła pani mikrobiolog. Ten rok chcialam spędzić pracując i przyszykowując się do poprawy matury. Marzy mi się medycyna. Nikt nie chciał zatrudniać osób bez statusu studenta. Zapisalam się na nabór dodatkowy. Zlożyłam papiery dylko dlatego by mnie zatrudnili gdziekolwiek. I tak się stało. Jednakże, w końcu stwierdziłam, że zalezy mi na tych studiach. Dostalam się na kierunek, szkoda zmarnowac ten rok. Da mi on dobre przygotowanie na upragnioną medycynę i licencjat. Jeżeli jednak nie dostanę się na Uniwersytet Medyczny, zawsze zostaje mi zrobienie magisterki z kryminalistyki i pracowanie w zawodzie podobnym do wymarzonego. Uczyłam się,chodziłam na wykłady i ćwiczenia w miarę możliwości, bo przeciez praca, cały etat, wiadomo. Z wykładowcami ustaliłam, że będe odrabiać opuszczone zajęcia. Zrozumieli moją sytuację. Wszystko szło ok. Zbierałam bardzo dobre oceny, dostawalam pochwały na laborkach.
Jestem nieklasyfikowana z trzech przedmiotów. Deficyt punktów:18. Maksymalny dozwolony:10.
Mój były szef miał chwile rzekomej dobroci pomiedzy ironicznymi spojrzeniami skierowanymi w moim kierunku. Będę dobrym wujkiem, napisz mi swój plan zajęć, to dobierzemy Ci grafik tak, abyś nie opuszczala za dużo zajęć, przecież niedługo sesja. Szkoda by było, gdybyś zmarnowala ten rok. Jasne, ciągle słyszalam, komentarze, że "u nas dziewczyny nie studiują". Oczywiście, jedna robiła magistra, druga licencjat, a reszta uczyła się równiez dziennie bądź zaocznie. Tylko jedna nie miała statusu studenta. Pokazałam plan zajęć. Wypisalam też terminy egzaminów i zaliczeń. Nie byłam na jednym kolokwium, drugim, kolejno opuszalam kazdy wyznaczony przez wykładowcę termin. Praca. Pani doktor, nie mogłam, akurat musiłam się stawić na te 5 godzin w pracy, w czasie kiedy bylo kolokwium... Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale...
Pod koniec grudnia spędzałam w łazience w pracy przeszło godzine dziennie. Wychodziłam zwymiotowac sobie krwią i wrócić na teren sklepu.
ZDROWIE
Nigdy nie byłam okazem zdrowia, ale to raczej nieistotne. Potem się zahartowalam. Nie łapalo mnie żadne przeziębienie, zapomniałam co to ból gardła. Potem szpital. Jeden raz, drugi, trzeci, pogotowie ratunkowe przywozilo mnie z 10 razy na oddzial. Trzy i pół roku. Coraz gorzej. Diagnoza: stres. Wsadźcie ją sobie w dupę, że tak kolokwialnie się wyrażę. Potem nastąpiła era migren. Tracę wzrok na piętnaście minut do pół godziny. Bół paraliżuje wszystkie mięśnie i ogranicza zdolnośc wymiany gazowej. Zawsze gdy przychodzi, wyję jak zranione zwierzę, czasem krzyczę. Czuję jakbym odchodziła z tego świata. Zawsze tego pragnę, gdy nadchodzi ten czas. No i wymiotowanie krwią. Norma. Dlatego pogotowie tyle razy zbieralo mnie z ulicy. Zakrwiony worek kości i mięsa kulący się na ziemi i wyjący tak, jakby przeżywał najgorsze katusze świata. Dostałam leki. pomagały. Powodowały lekką bezsennośc, ale bol nie był tak silny. Nikt się nie pokwapił, by wypisać skierowanie na rezonans magnetyczny. Po co, skoro leki pomagają. A jak jest ulga, oznacza to, że diagnoza jest trafna. Migreny ze światlowstrętem. Ostatnio leki przestały działać. Całkowicie przestałam chodzić na zajęcia, bo nie byłam w stanie. Funkcjonowanie w świecie nie wchodziło w grę. Chociazby tak byle jak, aby być. O nie. Kilka dni temu zemdlałam przed wejściem na uczelnię. Przed dwoma egzaminami ostatniej szansy. Pól poradził moje ciało i utonęłam. Ten sam ból mnie ocucił. Pogotowie bylo już wezwane. Wiłam się i krzyczałam leżac na chodniku. Niemiałam siły oddychać. Utonęłam jeszcze dwa razy. Za każdym razem wybudzał mnie ból. Dostałam podwójną dawkę przeciwbólowych. Po czterech godzinach katorgi w końcu pomogły. Wszystkie badania jak najbardziej w normie. Brak podstaw do hospitalizacji. Otrzymałam w końcu skierowanie na rezonans. Pół roku. Najbardziej prawdopodobny wydaje mi się zakrzep. To tylko zakrzep. Mikrouszkodzenia w mózgu spowodowanie ciągłymi wypadkami, potrąceniami, uszkodzeniami glowy. To brzmi logicznie. Jak na razie: cierp.
Wykładowcy nie chcą uznać mojego wypisu ze szpitala. Twierdzą, że to była moja ostatnia szansa. Nie podjęłam się jej. Nie interesuje ich, że nie pojawiłam się na egzaminie z premedutacją. Zemdlałam przed samym wejściem uczelni. Dziesięc minut przed pierwszym egzaminem.
MIŁOŚĆ
Nigdy nie miałam w niej szczęścia. Jestem suką, wiem. Ironiczna, chamska i pewna siebie. Wiem, że przyciągam spojrzenia męzczyzn. Wiem, że się za mną oglądają, albo kierują ukradkowe spojrzenia w moim kierunku gdy jesteśmy w pubie, na baletach, w knajpce. Nigdy się nie zakochałam, nigdy nie poczułam chociażby iskierki. Tej najmniejszej, Tego okruszka popiołu spadającego z ostatniego papierosa na jakiego mnie bylo stać. Od przeszlo roku nikogo nie poznalam, od tego też czasu nie byłam na randce. Każdy męzczyzna który postanowił, że chce mnie poznać okazywał się, autentycznie i dosadnie stwierdzając, kompletnym idiotą. W drastycznym stopniu. Nie oczekuję super wykształconego chlopaka, który zawstydza wszystkich elokwencją i znajomością całego slownika synonimów. Chcę kogoś, z który mogłabym porozmawiał na normalne tematy. Który nie posiada jednej aspiracji zyciowej, która polega na piciu browara na ławce pod blokiem i spuszczaniu wpierdolu. Chcę z kimś pogadać o normalnych sprawach, czasem polityce, sporcie, najnowszej płycie ulubionego rapera. Powygłupiać się czasem. Nie mam wielkich wymagań. Mam wielu kolegów. Czy to coś zmienia w bieżącej sytuacji? Znam ich już chyba z dobrych kilka lat. Z czasów, kiedy wszystko inaczej wyglądało. Nie jestem fochliwą księżniczką. Gdy jestem na kogoś zdenerwowana zawsze wyjaśniam daną sytuację, dokładnie, poprzez podanie faktów, które mogły mnie zranić i motywów mojego zdenerwowania. Nigdy nie znikam obrażona. Pomimo, że jestem suką, ludzie dla mnie bliscy są najważniejsi. Gdy mają problem zawsze pomogą, mogę rzucić wszystko, by zjawić się u nich i pogadać. Jeśli nie leżę na oddziele ratunkowym w danej chwili. Wiem, że jestem suką, ale przynajmniej lojalną chamską suką.
Jestem świadoma swoich zalet i wad. Zawsze jestem fair w stosunku do ludzi, którzy również to wykazują.
Nie mam pieniędzy na jedzenie. Nie mam pracy. Zawaliłam studia. Nie mam na nic siły, z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Nie mam nikogo, kto przytuli mnie naprawdę.
Co mi zostało? Kilogram ziemniaków w szafce, jeden pomidor, kawa, ostatnia paczka papierosów, zeszyt z notatkami, resztka honoru i moje święte zasady.
Co zamierzam zrobić? Znaleźć pracę, walczyć o studia, pozostać sobą i dalej kierować się optymizmem. Zawsze moglo być gorzej. Zawsze. Teraz czas by bylo lepiej.
Obecnie mam 20 lat. To nie jest cala moja historia.
PS. Nie chcialo mi się poprawiać błędów w pisowni. Musze teraz ratować studia, więc fanatycy bezbłędnej pisowni: zlinczujcie mnie za brak polskich znaków, ja dalej będę się czuła usprawiedliwiona.
~anythingelseeee