sobota, czerwca 29

DIY#12 How to do a poi?


 Dzisiaj przedstawię Wam krótki tutorial jak samodzielnie za kwotę 15 zł zrobić treningowe poi. 


 Potrzebne będą:
♠ taśma samonośna ok. 1m (pasmanteria)
♠ 2x piłka do tenisa (kiosk ruchu)
♠ 2x łańcuch o dł. ok 70 cm (Bricomarche)
♠ 4x kółko do kluczy (Bricomarche)
♠ 2x haki śrubowe z końcówką oczka- im większe tym lepsze (Bricomerche)




Obecnie jestem na etapie najprostszych tricków, ale mam nadzieję, że niedługo mój poziom będzie wyglądał tak:
Na wachlarze tez mam chrapkę, ale zobaczymy czy przeżyję starcie z poi.

~anything else

wtorek, czerwca 25

DIY#11 Black&gold dress

Kolejny motyw "właśnie uciekłam przed krwiożerczą pluszowa panterą, która obdarłam ze skóry kilka wpisów temu". Tym razem czarna sukienka z rozcięciami podszyta złotym materiałem. Tradycyjnie szyta kilka godzin przed sylwestrem, lecz nie tym ubiegłorocznym, którego całego planu event'u jeszcze nie zgłębiliśmy, gdyż ciągle ujawniają się nowe okoliczności i wydarzenia, lecz tego jeszcze wcześniejszego, którego z kolei noc mogłaby jak dla mnie przestać istnieć.



Kolejna robiona na szybko. Kolejna męska koszula.  Nie jestem z niej specjalnie zadowolona, ale no trudno...



Ile razy można opadać i się podnosić. Ile razy sukces może być jednocześnie klęską? Ile jeszcze godzin syntezy kortyzolu wytrzyma mój układ nerwowy? Dlaczego moja przysadka domaga się osłabienie wpływu hormonu stresu na mój organizm za pomocą nikotyny? Osłabienia wpływu, zahamowania wydzielania? Nie wiem, za głupia jeszcze na to jestem i kto wie czy kiedykolwiek się to zmieni.  Ktoś mógłby posądzić mnie o wielokrotne powtórzenia, ale znowu czuje ten strach. Niby nic, bo zresztą kto nie umie opchnąć ludziom gumy do żucia, ale znajdę się w nowej sytuacji i kto wie czy okaże się ona korzystną. Wiele się teraz słyszy, więc jakby co, odwiedzajcie mnie w burdelu w Berlinie ;) Nic praktycznie jeszcze nie uszyłam, bo to remont pokoju, to pokaz, to picie, to gra, to cokolwiek. Czuje się jak zawsze zawiedziona, ale chyba już na tyle się do tego przyzwyczaiłam, że mogę stwierdzić: jebać to.
W sobotę miałam okazje brać udział w teatrze ognia. Co prawda, będąc jedynie statystką, stałam na mostku jak sierota i trzymałam dwie, już po kilku minutach tlące się pochodnie. W tym momencie jedynie mnie to zainteresowało. Jednak, gdy pewna osoba zaczęła o tym opowiadać coś więcej, stwierdziłam, że to będzie fajna alternatywa dla kółka teatralnego i zajęć breakdance za którymi, że się tak kolokwialnie wyrażę, w kurwę tęsknię. Taniec z płonącymi wachlarzami, plucie ogniem, zabawa poikami czy płonącym kijem wraz z gimnastyką i akrobatyką coraz bardziej wżera mi się w top10 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. To dużo pracy, ale efekt jest niesamowity, wynagrodzenia też są  spoko, akurat na zakup profesjonalnego sprzętu. Wada? Mogę stracić moje już praktycznie nieistniejące włosy, albo spalić sobie twarz. O dziwo, mama na mieść o moim zaintrygowaniu kuglarstwem nie stwierdziła: dupę sobie podpal, tylko uznała, że to jest całkiem dobry pomysł. Ej, ej, ej! No po prostu kurwa nie wierzę. Co się dzieje z tym światem?

~anything else

czwartek, czerwca 20

Yeah! I have a job! Tak! Będę sprzedawcą gumy!

Moją obecną sytuację mogę streścić w trzech słowach: ŚWIAT SIĘ KOŃCZY. Dziękuję, do widzenia.
Zaraz, zaraz... I to miał być ten post, któremu jako zadanie przypadło zmienienie losów ludzkości? Kpina! Nie postarałam się... Więc chyba jestem zmuszona zacząć od początku...



Daaawno, daaawno temu, gdyż minęły już trzy dni od chwili gdy: dostałam pracę! Praca ta, to zresztą oczywiste, jest dla osób niezwykle ambitnych, skrupulatnych, pewnych siebie, chcących odnosić sukcesy i wozić się po wiosce porsche przy tym popijając drinka z kokosa (chciałabym poinformować osoby małoletnie iż spożywanie napojów alkoholowych, prowadzenie nie posiadając prawa jazdy, prowadzenie samochodu będąc pod wpływem odurzenia alkoholowego, czy bawienie się twardymi kokosami podlega pod paragraf 14 artykułu 352,1 odnośnie  ustawy o pijanych kokosach, podlegając karze prac społecznych w wymiarze 350000000060 sekund jako pomoc ds czyszczenia kibla i prawo to będzie bezwzględnie egzekwowane). Domyślacie się o co może chodzić? Tak! Będę sprzedawcą gumy na deptaku!
Jest to jedyna odpowiedź jaka uzyskałam po rozesłaniu 15 maili wraz ze swoim CV.  Czas włączyć bajerę i nakręcać koło fortuny. Jakby ktoś z Was zobaczył w lipcu na molo w Kołobrzegu, Mielnie czy też Dąbkach lub w okolicy osobę, która zawzięcie próbuje sprzedać gumę do żucia posługując się najprzeróżniejszymi podstępami i próbuje Wam wmówić, że to właśnie na TĘ GUMĘ czekaliście całe życie i to ONA jest WAM tak niezbędna w danej chwili, że aż nie możecie sobie tego wyobrazić, to będę ja :) Zapraszam, bo w sumie miło by było zarobić na ten chociażby jeden posiłek dziennie... :c
W sumie, kto normalny przy +30 stopniach myśli o gumie. No to zostanę tylko ja chcąca opchnąć tego jak najwięcej...

Teraz druga część. Nie mając wgl typowo letniej dolnej części garderoby będę musiała, że tak kolokwialnie nawinę, zapierdalać z maszyna i dokonać aktu stworzenia kilku par szortów czy spódniczek. Dziewczyna, której szafa już dawno charakteryzuje się pokaźnym przeżarciem nie ma szortów? To spisek! Pewnie pomyśli, że ludzie tak się nad nią zlitują i zaczną jej przysyłać paczki z ubraniami ;_; Może już przestane robić wywody i powiem o co chodzi. Oznacza to, że od dzisiaj pełna parą leci produkcja typowo letnich ubrań, tak, aby ich ilość wystarczyła na cały miesięczny pobyt. (Jeżeli oczywiście po tygodniu mnie nie wywalą....). Oznacza to też, że na ponad miesiąc zostanę odcięta od internetu, a nawet i na dłużej, gdyż powrót swój do domu datuję na pierwszy dzień festiwalu Woodstock, po czym zaraz wsiadam w pociąg, by zdążyć na otwarcie wydarzenia ;) Oczywiście wcześniej posiliwszy się w domu ;)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
1)  W sumie miło by było wyjść z kimś na piwo czy lody podczas mojego pobytu nad morzem, więc, proooooszę, uratujcie mnie od samotnej egzystencji w żarze Bałtyku.
2) Jakby ktokolwiek się jeszcze wahał! Woodstock, to najcudowniejszy festiwal muzyczny na jakim byłam( i zresztą jedyny, aczkolwiek jest to nieistotny szczegół) i jakby ktoś miał jakieś wątpliwości to piszcie, zawsze się można jakoś zgadać ;) 
3) Zastanawiam się nad ponownym zniszczeniem włosów czerwoną farbą, gdyż mój odcień jest niesympatycznie pospolity. Jeszcze nie znalazłam farby, której kolor by mi się spodobał. Macie jakieś propozycje odnośnie czerwono/wiśniowej farby?
po lewej: Palette, bodajże kolor wiśnia
po prawej: Marion, Rubinowa czerwień (wyszedł rudy, ale co ja tam wiem....) 



~anything else

środa, czerwca 19

DIY#10 Pink waistcoat


 Metamorfoza spódniczki, którą nosiłam będąc w wieku 6-8 lat w kamizelkę. You're welcome!




Niezwykle artystyczny (widać, ze dziecko to rysujące ma problemy) obraz metamorfozy spódniczki  należącej do rozsądnych gabarytów dziecka ( nie mogło być inaczej skoro moje B się zmieściło). Musicie mi wybaczyć, że moja twórczość swoim wyglądem przywdziewa na myśl bazgroły przedszkolaka, lecz argumenty którymi się posłużę wykażą, że jest to całkowicie zrozumiałe zważywszy na obecne warunki. 
Argument 1. Jest gorąco jak cholera (a biorąc pod uwagę, że przy -10 stopniach potrafię iść na miasto w bluzie i uparcie zaprzeczać, że nie pizga złem; jeden jedyny raz całkowicie zapięłam kurtkę zimową- było to kiedy termometry wskazywały -25 stopni i była taka zawieja, że widoczność wynosiła pół metra, oczywiście jeżeli komukolwiek udało się otworzyć oczy wcześniej osłoniwszy je kevlarową tarczą, ew. ręką przed zlodowaciałym istnym nasieniem szatana; kiedy rozpoczynają się marcowe roztopy, a tłumy dumnie podążają  w nieznane jeszcze w zimowych kurtkach, mnie, jako wyjątek od reguły często można ujrzeć w koszulce na ramiączkach skupiająca spojrzenia przechodniów), więc zastanówcie się co ja muszę czuć przy +30 stopniach?!
Argument 2. Woda jest za daleko, co skutecznie sprawia, ze zaraz uschnę.
Argument 3. Jest gorąco jak cholera.
Argument 4. Tak. 
 

Muszę jeszcze wspomnieć o nazbyt niszczycielskiej i ratującej moje życie nowinie, która nie tylko odmieni moją kalecką męczarnie na tym padole, ale może i również Wasze życie ;o  Zaintrygowani?  No to musicie poczekać do kolejnego wpisu ;)

~anything else

niedziela, czerwca 9

DIY#9 Bracelets

Aktualna sytuacja znacząco mnie dobija. Nie dość, że źle się dzieje wewnątrz, to na zewnątrz również. Osobiście wierzę, że uda mi się ogarnąć, lecz tejże wiary zabrakło mi w stosunku do ludzi. Zdarzenie nie jest najbardziej istotne, chociaż takie przypadki zdarzają się nazbyt często. Ludzie to bezmyślne kurwy, a Bóg jest hipokrytą. Dziękuję.

A teraz kilka bransoletek wyprodukowanych w ciągu ostatnich dni ;)




 + zostałam poproszona o tutorial do  postu http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy8-peace-necklace.html. Mam nadzieję, że jest to napisane w zrozumiały sposób, bo ja nie umiem pisać instrukcji :( Mam tez nadzieję, że się rozczytacie.



~anything else

wtorek, czerwca 4

DIY#8 Peace necklace

Znowu przyszedł czas by zganić siebie. Już tyle razy miało to miejsce, że chyba nie potrafię już wyciągnąć z tego żadnych wniosków. Cóż, mogę jedynie patrzeć jak sypie mi się przyszłość (bo nie prowadzę żadnych kroków prowadzących do jej najbardziej satysfakcjonującej wersji) oraz jak następuje synteza tkanek tłuszczowych zaraz nad warstwą znikomych, ale jednak istniejących mięśni. Niektórzy twierdzą, że piwna oponka to tez mięsień, więc dostałam to, czego oczekiwałam? Przynajmniej wynika jeden plus z tej sytuacji. Życie obdarzyło mnie naturalnym wzniesieniem idealnym to podtrzymywania tacy z żarciem. Hip-hip-hurra!
Pojutrze mamy pisać próbną maturę z biologii. Każdy neuron w mojej istocie szarej aż iskrzy z podekscytowania, że aż osłonki mielinowe nie wytrzymują tego napięcia. Bang. Żartowałam. Na razie mam wyjebane. Pozostaje mi jedynie w napięciu czekać aż sytuacja diametralnie się odmieni i 5 godzin przed rozpoczęciem zajęć zapragnę posiąść wszelka wiedzę jaka tylko jest ode mnie wymagana.  Mam jednak nadzieję, że w niedługim odstępie czasu po napisaniu tego posta moje międzymózgowie wykaże się nienaturalna aktywnością i ocknie się chociażby krzta mojego kurzego rozumku uświadamiając mi, że przecież spokojnie mogę olać te dwie noce i się przygotować. Po czym będę łazić jak przyćpana z syndromem Dr. House'a pod pachą: kuleć (gdyż zapewne znowu spadnę ze schodów, bo już zbyt długo owy incydent nie miał miejsca), mieć cały świat głęboko w dupie i być chamska dla większości wyspanego społeczeństwa, w tym tradycyjnie dla mHrocznych, którzy znowu będą jęczeć jaka to ja dla nich znowu jestem wredna... Życie, ludzie!
 Myślę, że nawet posiadając zerową wiedzę na tematy, które muszę zaliczyć, mogę spokojnie wyciągnąć 60%.
Taaak, zdecydowanie posiadam talent do motywowania swojej leniwej osoby. Nic, tylko iść spać i zdechnąć.

Jako, że moja podświadomość wymaga ode mnie, abym jak najdłużej odkładała naukę z biologii, to przychodzę dzisiaj do Was z naszyjnikiem.

Robiony na szybko z metalowej bransoletki, koralików oraz miedzianego drutu. 














 Nie dajcie się zwieść ciemnej strony mocy (ciemna strona mocy na dziś: obejrzenie do nowa wszystkich sezonów Dr House'a).


~anything else

sobota, czerwca 1

Liebster Blog Award

twórcza-ja nominowała mnie do Liebster Blog Award, więc dzięki :D Moim zadaniem będzie odpowiedzieć na następujące pytania :


1. Czemu zajęłaś się blogowaniem?

2. Co cię motywuje do tworzenia?

3. Co sądzisz o modzie?

4. Lubisz to co robisz?

5. Co lubisz prócz blogowania?

6. Lubisz sukienki?

7. Najdziwniejsza rzecz jaka ci się przytrafiła?

8. Byłaś uczestniczką jakiegoś dziwnego zdarzenia?

9. Jaką książkę polecasz?

10. Co byś w sobie zmieniła?

11. Zrobiłaś coś karalnego?


1. Po pierwsze chciałam się po prostu pochwalić xD, po drugie wiele razy oglądałam różnego rodzaju diy, które inspirowały mnie do szycia, więc pomyślałam, że niektórym to co robię może się również przydać, a po trzecie czasem fajnie jest sobie poklnąć i wyrzucić z siebie wszystko co nas boli, nie wywołując wzburzenia u rozmówcy naszą ordynarnością czy po prostu agresją słowną.
2. Brak funduszu na zakup tego co mi się podoba :D
3. Moda jest na pewno sposobem wyrażania samego siebie, pasją, odskocznią od problemów,  lecz należy ją również traktować z przymrużeniem oka i nie być bezmyślnym odwzorowaniem obecnie panujących trendów. To my wyznaczamy trendy, a nie one nas. 
4.  Jasne, gdybym nie lubiła to bym tego nie robiła (buntownik z wyboru ;>)
5. ☺ czytać książki (psychologiczne, thrillery, kryminały i sensacyjne oraz wszystkie publikacje S. Kinga)
 ☺oglądać filmy (wszystkie oprócz komedii romantycznych, bo to najgorszy gatunek jaki kiedykolwiek powstał)
 ☺ szyć, projektować, rysować, kleić, ciąć
☺ jeździć na rowerze, skakanka czy tez treningi z Chodakowską lub po prostu drobna aktywność fizyczna
☺tańczyć (chociaż nie umiem ;)) break dance, c-walk i bragga
☺ uczyć się z biologii (serio! wiem, że to dziwne...)
☺ czytać gazety typu  "Fokus" czy "Świat wiedzy"
☺ spotykać się ze znajomymi, chodzić na ogniska, domówki, jeździć na biwaki, chodzić na koncerty
☺ Woodstock <3
☺ robić zdjęcia (chociaż nie mam talentu, ani dobrego sprzętu)
☺ występować w przedstawieniach, kabaretach
☺ robić przypał nie tylko sobie ale w szczególności znajomym (to mi bardzo dobrze wychodzi)
☺ gotować
☺jeść :D
☺spać :D
6. Tak, ale  zakładam je jedynie na imprezy typu urodziny czy sylwester, w inny dzień zobaczenie mnie w sukience to dosłownie cud ;)
7.  To, że pomimo licznych upadków ze schodów, kilkunastokrotnego rozwalenia głowy, wpadnięcia na maskę samochodu, wywrócenia się na torach i rozwalenia brody, gdy zbliżał się pociąg ciągle żyję :)
8. Moje życie składa się tylko z takich zdarzeń i zwykle biorę w nim współudział ;)
9.  "Wielki marsz"  "Pod kopułą" S. King
     "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"  S. Larsson
     "Kamienie na szaniec" A. Kamiński
     całą serię "Chemia śmierci" S. Becket
     cała serię o przygodach Harrego Pottera J. K. Rowling
10.  *mogłabym mieć gęstsze włosy, ale jeszcze nie jestem łysa, więc to mogę przeżyć
       * chciałabym lepszą cerę, ale z nią dam radę się przemęczyć
       * zmienić wygląd sylwetki, ale to już niedługo ;)
       * i co najważniejsze zwiększyć swoja produktywność, by nie mieć poczucia, że życie przelatuje mi miedzy palcami. I to chyba jedyne, czego mi najbardziej potrzeba ;)
11. Taaaak, bo to idealne miejsce by chwalić się o swoich czynach karalnych ;x Ściągałam obrazki i piłam w miejscu publicznym, przepraszam, nie zamykajcie mnie, proooooszę! ;_;

To chyba na tyle. Miało być inteligentnie i z klasą. Logiczne, że tak nie wyszło.
Jakby ktokolwiek chciał dołączyć się do zabawy, niech wykorzysta pytania na które odpowiadałam, ponieważ jestem praktycznie pewna, że nikt nie zainteresuje się tymi, które bym zadała ;)
Niech moc będzie z Wami, ewentualnie pięć tabliczek czekolady.

~anything else

DIY#7 Wild bag

Pomimo, że w okresie w którym powstała ta torebka, panterka kojarzyła mi się z wytapetowanymi, tępymi plasticzkami, to o zgrozo, stanowiła mój ulubiony dodatek do czarnej bokserki i granatowych jeansów. Szyta również z nożem na gardle, bo chyba nic tak nie motywuje jak DEADLINE. Cóż...  Wieśniacka, futerkowa spódniczka z sh, przemieniała się w, dla niektórych również wieśniacką, futerkową torebkę. Przynajmniej sprawdzała się genialnie jako poduszka na przedmiotach niezwykle ciekawych i interesujących, których synonimem mógłby zostać ciąg liter: Zzzzz... Skupiając na niej wzrok można odnieść wrażenie, że jej właścicielka stoczyła morderczy bój z pluszową panterą po czym obdarła ją ze skóry. Mordować pluszaki, a to bestialstwo!


 

Nawet pod milutkim futerkiem może czaić się drapieżna bestia. Nie dajcie się zwieść.
~anything else