Metamorfoza spódniczki, którą nosiłam będąc w wieku 6-8 lat w kamizelkę. You're welcome!
Niezwykle artystyczny (widać, ze dziecko to rysujące ma problemy) obraz metamorfozy spódniczki należącej do rozsądnych gabarytów dziecka ( nie mogło być inaczej skoro moje B się zmieściło). Musicie mi wybaczyć, że moja twórczość swoim wyglądem przywdziewa na myśl bazgroły przedszkolaka, lecz argumenty którymi się posłużę wykażą, że jest to całkowicie zrozumiałe zważywszy na obecne warunki.
Argument 1. Jest gorąco jak cholera (a biorąc pod uwagę, że przy -10 stopniach potrafię iść na miasto w bluzie i uparcie zaprzeczać, że nie pizga złem; jeden jedyny raz całkowicie zapięłam kurtkę zimową- było to kiedy termometry wskazywały -25 stopni i była taka zawieja, że widoczność wynosiła pół metra, oczywiście jeżeli komukolwiek udało się otworzyć oczy wcześniej osłoniwszy je kevlarową tarczą, ew. ręką przed zlodowaciałym istnym nasieniem szatana; kiedy rozpoczynają się marcowe roztopy, a tłumy dumnie podążają w nieznane jeszcze w zimowych kurtkach, mnie, jako wyjątek od reguły często można ujrzeć w koszulce na ramiączkach skupiająca spojrzenia przechodniów), więc zastanówcie się co ja muszę czuć przy +30 stopniach?!
Argument 2. Woda jest za daleko, co skutecznie sprawia, ze zaraz uschnę.
Argument 3. Jest gorąco jak cholera.
Argument 4. Tak.
Muszę jeszcze wspomnieć o nazbyt niszczycielskiej i ratującej moje życie nowinie, która nie tylko odmieni moją kalecką męczarnie na tym padole, ale może i również Wasze życie ;o Zaintrygowani? No to musicie poczekać do kolejnego wpisu ;)
~anything else