czwartek, maja 30

DIY#6 Cobalt dress

Kobieta potrafi spędzić naprawdę dużo czasu w poszukiwaniu idealnej sukienki. Lecz co zrobić, gdy wyderzenie to ciągle odwleka czas... Trzeba sobie radzić, bo przecież pokazać się w byle czym - tak nie przystoi. Z pomocą przyszedł mi second hand i kobaltowa męska koszulka polo, standardowo maszyna do szycia, igła, nitka i koraliki. Nadszedł czas na akt stworzenia.
Czując nóż na gardle, bo przecież kreację jej zaczęłam zaraz po piątkowych zajęciach, żyjąc nadzieją, że uda mi się ją wykonać do godziny 18, o której to impreza, a uściślając połowinki, miały się odbyć. Reasumując 3.80zł za koszulę + 6zł za koraliki= sukienka za niecałe 10 zł. I jak tu nie kochać życia? ;)

Before:
 

 After: 
 ▲ bransoletka wykonana             A tak prezentuje się sukienka
 również chwile przed               na mnie ;)



~anything else

niedziela, maja 26

Wiedza to potęgi klucz.

Nie zawsze życie toczy się tak jakbyśmy tego chcieli. Na naszej drodze spotka nas wiele dziur i pagórków, których ominiecie niejednokrotnie będzie graniczyło z cudem, a to czy damy radę zależeć będzie jedynie od nas samych. Niektórzy potkną się na najprostszym odcinku, natomiast inni będą dumnie wspinać się po stromej ścianie przepaści. Teraz musicie wejrzeć w głąb siebie i potwierdzić, że mimo przeciwności dacie radę kroczyć wyznaczoną przez was ścieżką. Gdy zapadnie decyzja będzie już za późno na cofnięcie jej czy chociażby zatrzymywanie kroku, więc zastanówcie się czy watro. Poddacie się czy zaczniecie walczyć? Jeden prosty wybór...

Mogłabym rzec, że fala inspiracji mnie zalewa. Tylko co z jedynie spisanych na kartce pomysłów jeżeli ich realizacja w najbliższym czasie nie ma prawa bytu. Szukajcie a znajdziecie, czekajcie a będzie Wam to wynagrodzone. Mam nadzieję, że nastąpi to wkrótce.

A tymczasem coś, z czego niesamowicie się cieszę!

W ramach zajęć dodatkowych organizowanych dzięki projektom unijnym, dla wszystkich uczęszczających na dane zajęcia zostały z finansowane vademeca i zbiory zadań! Moja radość jest o tyle większa, że już od długiego czasu miałam w planach kupić zbiory Witowskiego z biologii. Jaram się niesamowicie, no i aż chce się człowiekowi uczyć! ;)


A teraz kilka wybranych zdjęć z projektów z biologii:
☺ izolacja DNA z cebuli i pomidora

 ☺ chromatografia bibułowa - mająca na celu izolacje barwników fotosyntetycznych (pomarańczowy- karoten, żółty-ksantofil, ciemnozielony- chlorofil a, jasnozielony- chlorofil b)
 Badanie wpływu warunków środowiska na rozwój drożdży.

 ☺ Enzymy: laktaza i glukaza



 ☺ Izolacja DNA ze śliny
 ☺ Badanie produktów spożywczych pod zawartość skrobi  (płytka Petriego po środku - wyszedł mi płyn nienewtonowski. A co to takiego?
Zwykła ciecz pod  wpływem nacisku się po prostu uchyla. Jej właściwości "twardości" nie zmieniają się. Tak jest chociażby z wodą w morzu. Inaczej jest z cieczami nienewtonowskimi. One pod wpływem nacisku zmieniają swoje właściwości. Najczęściej zmieniają swoją "twardość" czasami do tego stopnia, że można po nich chodzić. Warunkiem jest chodzić szybko i mocno naciskać stopami na powierzchnię cieczy. )
 Zabarwienie produktów na czarno pod wpływem płyny Lugola świadczy o występowaniu skrobi w produkcie.

Najwyższa pora się zbierać, bo czas nie jest ostatnio dla mnie miłosierny. Może kiedyś się to zmieni, lecz póki co- terminy gonią. 
A przed oczami pozostaje tylko  
DEADLINE.
Trzymajcie się i nie dajcie się zwieść ciemnej strony mocy.
~anything else

poniedziałek, maja 6

DIY#5 Stefan, pomocnik Mikołaja- maskotka.

Tak jak w tytule, dzisiaj pokaże Wam maskotkę, którą uszyłam 1,5 roku temu dla rodziców jako prezent pod choinkę. Pomyślałam, że dopiero niedawno pożegnaliśmy się z zimą, więc moje spóźnienie nie będzie jeszcze aż tak wielkie :D. Korzystałam w szablonów dostępnych w internecie, a kuper wypchałam (ze względów ekonomicznych) srajtaśmą. Panie, Panowie: Stefan!


btw.
Zacznijmy w końcu coś robić, to nic nie boli. 
Pogoda w końcu zaczęła nam sprzyjać. Idealnie wpasowała się w dwutygodniowe wolne. Temperatura powyżej 15 stopni sprzyja ogniskom, ogniska sprzyjają zaniedbaniu racjonalnego odżywiania się i spożywaniu napojów wyskokowych, co z kolei ma wpływ na męczeńskie zawodzenie wątroby. Wybacz, po śmierci dam Ci wolne, ale teraz nie masz wyboru.
Życie kończy się co kilka dni, gdy jakby 5 receptorów wzroku przekazywało obraz w kilku różnych płaszczyznach do mózgu i tam sklejało to w impresjonistyczną wizję świata, kocie ruchy są jedynie takie dla nas, dopóki siła grawitacji nie zadziała na nas wartością większą niż normalnie, wartością większa niż w rzeczywistości i zmusza do poruszania się na kolanach pod ciężarem powietrza. Błędnik zaczyna wariować i informuje nasz mózg, że jesteśmy w kilku pozycjach na raz, żołądek wykonuje obroty jak bęben w starej wirówce, niegdyś cenionej, teraz zastąpionej przez lepsze modele, o zapomnianym imieniu "Frania". Celem w życiu staje się... Właśnie, jaki mamy wtedy cel? Łózko, łazienka, sen, jedzenie a może kolejne piwo? Chyba większość z nas, jeśli już doprowadziła się do takiego stanu, zgodnie stwierdzi, nie pamiętam, ja najebany byłem. Następnego dnia budzisz się, Twoją twarz zdobi faktura poduszki odciśnięta podczas regenerującego snu (jeżeli leżenie 15 minut na podłodze można nazwać snem), makijaż się na szczęście nie rozmazał, ponieważ już cały spłynął, torba cała w chlebie, paczka zakupiona dzień wcześniej wala się pusta, chociaż masz pewność, że paliłeś tylko 3 razy w obawie o utratę miejsca na kanapie. Idziesz do kuchni. Wstawiasz wodę na herbatę. Wyjmujesz kubek, jedna saszetka zielonej. Zalewasz wodą. W głowie kłębi Ci się jedno pytanie: Kto kurwa nalał sosu czosnowskiego do czajnika! Kolejne dwa dni trwa regeneracja. A potem znowu idziesz w bal. 
(abstrakcja literacka + własne przeżycia= sprawozdanie z typowego, kulturalnego balu)

~anything else

środa, maja 1

Rys.1 Coś z przed kilku lat

Pokonuje lenistwo. To już chyba coś.  Od czasu imprezy w sobotę wegetuje w łóżku. Nie, nie, to nie tak, że kac czy coś w tym stylu... Po prostu łózko obecnie można uważać za bardziej pożądaną oazę odpoczynku niż kiedykolwiek. Miałam pisać o błędach ludzkich czy też głupocie, ale jest to już temat tak powszechny, że każdy choć raz zaprezentował swój ból dupy w tym temacie. 
   nie palę = nie mam weny do pisania
Żałosne? A jakże! Już bez odrobiny nikotyny dostającej się do płuc oraz tym samych wprawionych w szaleńczy wyścig przekazów nerwowych mój mózg nie wykazuje ani cienia kreatywności czy ...
...kreatywności. Taak... Po prostu po fajce lepiej się pisze, lepiej się myśli, lepiej się dedukuje i urzeczywistnia plany.
miligramy nikotyny w płucach=rusz dupę! w istocie szarej
Za jakieś pól godziny tyle zrobię, mówię wam. A potem to wszystko tutaj zaprezentuje. Ale najpierw sprzątnę piżamę z podłogi, która podnoszę już 3 dni i która skutecznie utrudnia mi poruszanie się po pokoju (?!). Więc pewnie znowu nie wychodząc poza szablon minimalnej prostoty resztę dnia spędzę na fb. 
Coś z przed 5 lat.  Aloha!



~anything else