poniedziałek, maja 6

DIY#5 Stefan, pomocnik Mikołaja- maskotka.

Tak jak w tytule, dzisiaj pokaże Wam maskotkę, którą uszyłam 1,5 roku temu dla rodziców jako prezent pod choinkę. Pomyślałam, że dopiero niedawno pożegnaliśmy się z zimą, więc moje spóźnienie nie będzie jeszcze aż tak wielkie :D. Korzystałam w szablonów dostępnych w internecie, a kuper wypchałam (ze względów ekonomicznych) srajtaśmą. Panie, Panowie: Stefan!


btw.
Zacznijmy w końcu coś robić, to nic nie boli. 
Pogoda w końcu zaczęła nam sprzyjać. Idealnie wpasowała się w dwutygodniowe wolne. Temperatura powyżej 15 stopni sprzyja ogniskom, ogniska sprzyjają zaniedbaniu racjonalnego odżywiania się i spożywaniu napojów wyskokowych, co z kolei ma wpływ na męczeńskie zawodzenie wątroby. Wybacz, po śmierci dam Ci wolne, ale teraz nie masz wyboru.
Życie kończy się co kilka dni, gdy jakby 5 receptorów wzroku przekazywało obraz w kilku różnych płaszczyznach do mózgu i tam sklejało to w impresjonistyczną wizję świata, kocie ruchy są jedynie takie dla nas, dopóki siła grawitacji nie zadziała na nas wartością większą niż normalnie, wartością większa niż w rzeczywistości i zmusza do poruszania się na kolanach pod ciężarem powietrza. Błędnik zaczyna wariować i informuje nasz mózg, że jesteśmy w kilku pozycjach na raz, żołądek wykonuje obroty jak bęben w starej wirówce, niegdyś cenionej, teraz zastąpionej przez lepsze modele, o zapomnianym imieniu "Frania". Celem w życiu staje się... Właśnie, jaki mamy wtedy cel? Łózko, łazienka, sen, jedzenie a może kolejne piwo? Chyba większość z nas, jeśli już doprowadziła się do takiego stanu, zgodnie stwierdzi, nie pamiętam, ja najebany byłem. Następnego dnia budzisz się, Twoją twarz zdobi faktura poduszki odciśnięta podczas regenerującego snu (jeżeli leżenie 15 minut na podłodze można nazwać snem), makijaż się na szczęście nie rozmazał, ponieważ już cały spłynął, torba cała w chlebie, paczka zakupiona dzień wcześniej wala się pusta, chociaż masz pewność, że paliłeś tylko 3 razy w obawie o utratę miejsca na kanapie. Idziesz do kuchni. Wstawiasz wodę na herbatę. Wyjmujesz kubek, jedna saszetka zielonej. Zalewasz wodą. W głowie kłębi Ci się jedno pytanie: Kto kurwa nalał sosu czosnowskiego do czajnika! Kolejne dwa dni trwa regeneracja. A potem znowu idziesz w bal. 
(abstrakcja literacka + własne przeżycia= sprawozdanie z typowego, kulturalnego balu)

~anything else

1 komentarz:

  1. hehe ;d świetnie Ci to wyszło! :D
    obserwuję i pozdrawiam :*
    http://mylifeisadreamx3.blogspot.com/
    _______________________________________
    Zapraszam do udziału w konkursie na moim blogu:
    http://mylifeisadreamx3.blogspot.com/2013/05/cos-dla-was-kochani-giveaway-with.html

    OdpowiedzUsuń