Pokazywanie postów oznaczonych etykietą diy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą diy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, listopada 26

DIY#19 18th birthday gift

Znowu czuję się jakbym szybowała w niebycie. W chaosie nie da się myśleć, chaos jest zaprzeczeniem wszelkich zasad, wszelkiego bytu. Chaosu trzeba się pozbyć. Lecz czy da rade to zrobić, jeżeli zarówno to co nas otacza jak i my sami jesteśmy definicją chaosu. Czy mamy się pozbyć sami siebie? Czy lepiej jest starać się zniwelować chaos zawarty w naszym otoczeniu by potem prowadzić walkę z samym sobą?
Trzeba posprzątać w pokoju. Wywaliłam wszystkie rzeczy z szafy na podłogę. Tego było za dużo, by móc się tego podjąć. Najrozsądniejszą rzeczą było iść zapalić, kolejno- zatopić się w objęcia morfeusza. Po trzech godzinach wcale zbawiennego snu nękały mnie myśli poczucia winy, czułam silna motywację by coś z tym zrobić i wiedziałam, że apogeum motywu pomocy samej sobie jest teraz zbawienne i pomoże mi, obudziłam się po kolejnych pięciu godzinach. Było już za późno na ingerencje w perturbację, więc poszłam zapalić szluga. Nastał ranek. Jako, że mętlik zarówno rzeczy martwych jak i tych wydających się żywą energią podpiętą pod definicje myśli przerażał mnie swoja potęgą nasunęła mi się pewna myśli: nie ma sensu iść do szkoły, skoro mam burdel w pokoju, Tak tez zastało. Po kolejnych pięciu godzinach zaczęło mnie coś trawić od środka. Pretensje, wyrzuty sumienia? Nie, trzeba iść zapalić, a jako, że bezwład nie chciał udostępnić mi paczki fajek, którą zamknął w swoich czeluściach, koniecznym było wyprowadzenie mu wojny i prze lokowanie stajni Augiasza na moje łóżko. Znalazłam szlugi, Teraz nie mam gdzie spać. Cholera.

Dzisiaj pokażę Wam ciekawy pomysł na prezent z okazji 18. urodzin. Można go samemu wykonać, a kwota nie jest porażająca, mnie wyniosła 5 złotych na 2 modele tego typu. Niestety nie mam zdjęć "przed", "w trakcie" oraz "po", gdyż faktem oczywistym jest, że robiłam to na ostatnia chwilę i nawet w domu nie miałam czasu by zrobić sesje mojemu dziełu. Pozyskałam tylko zdjęcie jednej lalki, gdyż pierwsza nie wytrwała całej godziny na imprezie. Jakby ktoś się uparł na wersję "krok po kroku", postaram się takową zrobić. 

Panie, Panowie:


~anything else

wtorek, września 24

DIY#16 C'est loin le Paris? - cap


W ostatnim czasie wydarzyło się aż nazbyt dużo. Gdybym miała to wszystko opisać to pewnie wybijając kolejne litery na klawiaturze spędziłabym miesiąc. Może nawet więcej, bo posługując się licznymi synonimami czy wyrazami niezbyt rozpowszechnionymi w naszej powszechnej polskiej mowie można manipulować tak, że każde ze zdań ma inny wydźwięk a oznacza zupełnie to samo co miliony jego poprzedników.
Poznałam kilka osób, które zmieniły lekko moje postrzeganie świata, zasady, kryteria, wymagania, plany... Od początku wakacji, chociaż mam pewność, że ciągle to MOJE życie, towarzyszy mi uczucie, że stało się ono oksymoronem tego kim chciałabym być. Przestałam żałować decyzji, bo wiem, że robię to świadomie, a z konsekwencjami będącymi następstwem tego wszystkiego będę musiała się zmierzyć. I na ta walkę będę przygotowana.
Moja postawa forever alone została lekko rozchwiana dzięki czemu pozostaną miłe wspomnienia bez względu na resztę czynników. Śmiac mi się chce, gdy przypominam sobie liczne eskapady, czy wrześniowe nocowanie na plaży w namiocie, na działce czy moim własnym ogródku pod kocem mając kilka metrów od siebie nieświadomych rodziców. 
Liczne burze zaczęły omijać moje gniazdo, rodzice chyba zrozumieli, lub starają się zrozumieć, że osiągnęłam już wiek pełnoletności i należny mi się trochę wolności. Przestali mieć lub zelżały na sile ciągłe pretensje o moje późne powroty do domu czy częste wybywanie na miasto. 
Chociaż wiem, że to tylko czcza gadanina, a moje ideały są na stałe wszczepione w moje superego, to ciesze się, że tak wygląda moje życie. Dzisiaj to sobie dopiero uświadomiłam. Nie jest źle, ale może być jeszcze lepiej.

No to teraz czas na kolejne DIY . Potrzebowałam jakieś czapki z daszkiem, gdy dowiedziałam się, że praca nad morzem stała się czymś realnym. Nie miałam wielkich wymagań. Wystarczyło podbicie do pierwszego stoiska na targowisku miejskim i za cenę 8 złotych czapka stała się moja własnością.
Jednak była jakaś bez wyrazu. Pod wpływem chwili wyciągnęłam farby akrylowe i nie zważając na fakt, że nie mam żadnego pędzla, który byłby dobry do malowanie cienkich linii jak i mając świadomość ich wątpliwej jakości nabazgrałam to:


Mam świadomość, że będę to musiała poprawić, gdy tylko dostane w swoje ręce znacznie cieńszy pędzel od tych. które posiadam.

Jak Wam się podoba efekt końcowy?

~anything else

piątek, sierpnia 23

DIY#15 Moneybox

Mogłabym się zdziwić. Gdybym chciała, ale wszystko zostało rozegrane tak, że gałki oczne wychodzące ze swych oczodołów i usta uformowane w kształt litery "O" są wręcz dziwną reakcją. Ostatnimi dniami wyczystko toczy się aż nazbyt płynnie i lekko, bez wymuszenia czy chwili postoju. Trzeba korzystać z okazji, mówią, mówili i będą mówić, niezależnie gdzie się znajdę ani w jakich warunkach. Bo zawsze znajdzie się jakiś powód, jakiś mur do przeskoczenia, za którym czeka następny level, z lepsza grafiką, wyższym skillem i liczniejszą liczbą platform. Nawet gdy siedzimy w dołku, możemy odwrócić sytuację tak, by choć trochę z niej uszczknąć. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie na end'u bez szczątkowego happy end'u. 

Ostatnio dziwnym trafem zaczęłam wychodzić z domu. I rano i po obiedzie, a wieczorami to już wiadomo. Kilka ulic dalej toczy się hipisowska komuna. Wiadomo, piwko, fajeczka, trawka co dzień od Woodstocku. Nie rozumiem jak to jest wracać do domu, a wylądować w naszym wypizdówku na przeszło 3 tygodnie, bez żadnych z góry ustalonych możliwości noclegu, mieszkając tam, gdzie jest uprzejmy Pan czy tez Pani domu, bo przecież do domu kilka setek kilometrów. 
Nie mam pojęcia co się stało z tymi wakacjami. Przepłynęły mi miedzy palcami. miałam uprawiać sport, uczyć się, czytać, szyć... Rzeczywistość? Codziennie czuje się pognieciona, jakby ostatnia domówka przypadała na każdy wieczór minionych tygodni. To co się tam działo zniszczyło mi skrawek jeszcze dobrze działającej psychiki.  Zjechała się psiarnia (nie policja, tylko psiarnia), kibel się zatkał i zalał kilka pomieszczeń, wszędzie jak i na każdym znajdowały się przyklejone podpaski, wszędzie porozlewane piwo zmieszane z jedzeniem, goście w samych bokserkach i spodniach od piżamy zawiązanych na szyi jako krawat, urządzili sobie kacowy spacerek do kościoła, w którym będąc prosili księdza o udzielenie im homoseksualnego małżeństwa. Serio?
Kilka grilli, nowych znajomości, co u mnie jest rzeczą wręcz abstrakcyjną, i miliony przeznaczone na chlanie. Dzisiaj w nocy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na wyjazd nad morze, bo kolega ogarnął domek za darmo. Dwa dni chlania i baletów. To co, że nawet nie znam tych ludzi, jedynie jednego kolegę, ale z chęcią bym pojechała, gdyby nie ten hajs, a skołować przynajmniej jednego Władka w jeden poranek jest rzeczą awykonalną.
Chyba jeszcze do tej pory nie doszło do mnie, że moja wypłata już nie spoczywa na dole skarbonki. Cały mój budżet znalazl sobie wygodne lokum na kontach bankowych prywatnych sprzedawców. Bo to iPhone, to airmaxy, ubrania, słuchawki, biżuteria, plecaki, Woodstock... Pieniądze zdecydowanie się mnie nie trzymają...

A gdyby się trzymały, to znajdowałyby się z pewnością w tej oto skarbonce:


PRZED:
Nie posiadam lepszych zdjęć przed. Kuferek był cały w kolorze brzoskwiniowym, a na jego ściankach, w miejscu, gdzie obecnie znajdują się kawałki starej mapy znajdowały się urocze wzory w słoniki, żyrafy i tygryski. Dla mnie, zdecydowanie zbyt urocze. 

~anything else

czwartek, sierpnia 15

DIY#14 Vanity case\ make up bag

Mogłabym stwierdzić, że wszystko straciło sens. Przesypianie 80% z doby, brak poczucia głodu, psychika unosząca się w stanie nieważkości. Szlug za szlugiem i nie wiadomo co dalej. Wakacje...
Nie było mnie tutaj z półtora miesiąca, miesiąc spędziłam w pracy, kolejny tydzień przeznaczony był na relaks na Woodstocku, a reszty z życia nie pamiętam. Po prostu to przespałam, przepaliłam i chociażbym ciągle zastanawiała się nad motywami takiego a nie innego zachowania skrajnie przypominającego objawy depresji to kurwa nie wiem, po prostu kurwa no nie wiem! Jestem na siebie wkurzona, ale to chyba nie ma znaczenia, bo w końcu wstałam z łóżka, w końcu moja blokada została dezaktywowana i w końcu coś robię.

Z pewnością jeszcze napisze coś o moim miesięcznym statusie kobiety pracującej, bo uważam, że takie informacje mogą się przydać komuś, kto myśli o podjęciu pracy sezonowej nad morzem. 
Pewnie pojawi się tez wątek o chlaniu, jaraniu i dupy pokazywaniu - panie, panowie: Woodstock <3. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak jak i na wszystko. 

Jest tylko jedna rzecz, którą chciałabym zaznaczyć: było zajebiście! Pomimo wszelkich narzekań, krzywych akcji i innych tego typu, pewnym jest, że dobrze zapamiętam te wakacje. Osiemnaste wakacje w życiu...

A teraz do rzeczy. 


Pokażę Wam dzisiaj kosmetyczkę, czy też walizkę zrobioną specjalnie na wyjazd do pracy. Powstała z moich ulubionych jeansów, w które się oczywiście nie mieszczę i pomimo, że żal mi tyłek ściskał z tego powodu, nadal były za małe... 

PRZED
 PO





Tęskniliście?
~anything else


 

poniedziałek, lipca 1

DIY#13 Bag with tassles

To ja! No bo w sumie któż by inny... Nikt nie ma mojego hasła, nikt ze znajomych nawet nie wie o istnieniu tego bloga. Tak bardzo dyskrecja (i w tym momencie język polski robi potrójne salto w grobie).
Jak możecie się domyśleć, po tym, że nad morzem miałam nie mieć internetu, a właśnie piszę tę notkę, siedzę w domu! Odrzuciłam jakże cudowne możliwości rozwoju przy sprzedaży gumy do żucia za 5 złotych (5 ZŁOTYCH!), na rzecz niepewności związanej z inna pracą, której warunki po porównaniu do bycia królową poliizobutylenu (polimer z którego produkowana jest guma do m.in. Orbit) wydają się być iście królewskie. Tyle hajsu! Tyyyyyle! Może nawet nie umrę z głodu :)

A teraz czas na gwiazdę wieczoru (która ma zamek nie pod kolor, bo nie miałam innego, ale to szczegół, pokoloruje się :D):  torebka, która była wcześniej nieudaną torebką, która była wcześniej spódnicą! WTF?



A teraz czas na ogłoszenia parafialne! Nie ważcie mi się nawet wyjść, tak ja to robicie w kościele. Ja wszystko widzę. Mam trzecie oko, ale nie takie ciemieniowe, reagujące na promieniowanie jak gady. O! I trzecią powiekę tez mam, ale to chyba żaden wyczyn, bo każdy z Was też może się nią pochwalić. No kurde, nie przyszpanuję dzisiaj, chyba że... kurde, chyba położyłam wafel ryżowy na rozlaną na biurku oliwę do maszyny, bo coś gorzki się zrobił...
Nadszedł znowu czas na: gdyby ktoś był. A więc, gdyby ktoś był tak zupełnie przypadkiem w Niechorzu, niech się strzeże. Owo miasto/wieś (niepotrzebne skreślić) od dnia 03.07.2013 będzie znajdowało się pod moja okupacją i dołożę wszelkich starań by znaleźć się na każdej imprezie w promieniu odpowiednim do mojego stanu i obuwia, w tym m.in. na dniu śledzia. (Brawa dla śledzia.) 

Mimo wszystko mogę zacząć reklamę już w dniu dzisiejszym!
Strudzony turysto bałtyckich nadbrzeży i pubów. Marzy Ci się skorpion na plecach? Wbijaj do mnie! Chciałbyś, aby Twoja twarz przemieniła się w maskę Spidermana wykonaną za pomocą farb plakatowych(nie no, chyba będą takie do malowania twarzy) ? Załatwione! Zawsze chciałeś mieć niezmywalnego penisa na czole i czuć jak ofiara losu? Nie mogłeś lepiej trafić. 
Tatuaże i malowanie twarzy na wesela, rozwody, urodziny, studniówki i melanże. 

~anything else 

sobota, czerwca 29

DIY#12 How to do a poi?


 Dzisiaj przedstawię Wam krótki tutorial jak samodzielnie za kwotę 15 zł zrobić treningowe poi. 


 Potrzebne będą:
♠ taśma samonośna ok. 1m (pasmanteria)
♠ 2x piłka do tenisa (kiosk ruchu)
♠ 2x łańcuch o dł. ok 70 cm (Bricomarche)
♠ 4x kółko do kluczy (Bricomarche)
♠ 2x haki śrubowe z końcówką oczka- im większe tym lepsze (Bricomerche)




Obecnie jestem na etapie najprostszych tricków, ale mam nadzieję, że niedługo mój poziom będzie wyglądał tak:
Na wachlarze tez mam chrapkę, ale zobaczymy czy przeżyję starcie z poi.

~anything else

wtorek, czerwca 25

DIY#11 Black&gold dress

Kolejny motyw "właśnie uciekłam przed krwiożerczą pluszowa panterą, która obdarłam ze skóry kilka wpisów temu". Tym razem czarna sukienka z rozcięciami podszyta złotym materiałem. Tradycyjnie szyta kilka godzin przed sylwestrem, lecz nie tym ubiegłorocznym, którego całego planu event'u jeszcze nie zgłębiliśmy, gdyż ciągle ujawniają się nowe okoliczności i wydarzenia, lecz tego jeszcze wcześniejszego, którego z kolei noc mogłaby jak dla mnie przestać istnieć.



Kolejna robiona na szybko. Kolejna męska koszula.  Nie jestem z niej specjalnie zadowolona, ale no trudno...



Ile razy można opadać i się podnosić. Ile razy sukces może być jednocześnie klęską? Ile jeszcze godzin syntezy kortyzolu wytrzyma mój układ nerwowy? Dlaczego moja przysadka domaga się osłabienie wpływu hormonu stresu na mój organizm za pomocą nikotyny? Osłabienia wpływu, zahamowania wydzielania? Nie wiem, za głupia jeszcze na to jestem i kto wie czy kiedykolwiek się to zmieni.  Ktoś mógłby posądzić mnie o wielokrotne powtórzenia, ale znowu czuje ten strach. Niby nic, bo zresztą kto nie umie opchnąć ludziom gumy do żucia, ale znajdę się w nowej sytuacji i kto wie czy okaże się ona korzystną. Wiele się teraz słyszy, więc jakby co, odwiedzajcie mnie w burdelu w Berlinie ;) Nic praktycznie jeszcze nie uszyłam, bo to remont pokoju, to pokaz, to picie, to gra, to cokolwiek. Czuje się jak zawsze zawiedziona, ale chyba już na tyle się do tego przyzwyczaiłam, że mogę stwierdzić: jebać to.
W sobotę miałam okazje brać udział w teatrze ognia. Co prawda, będąc jedynie statystką, stałam na mostku jak sierota i trzymałam dwie, już po kilku minutach tlące się pochodnie. W tym momencie jedynie mnie to zainteresowało. Jednak, gdy pewna osoba zaczęła o tym opowiadać coś więcej, stwierdziłam, że to będzie fajna alternatywa dla kółka teatralnego i zajęć breakdance za którymi, że się tak kolokwialnie wyrażę, w kurwę tęsknię. Taniec z płonącymi wachlarzami, plucie ogniem, zabawa poikami czy płonącym kijem wraz z gimnastyką i akrobatyką coraz bardziej wżera mi się w top10 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. To dużo pracy, ale efekt jest niesamowity, wynagrodzenia też są  spoko, akurat na zakup profesjonalnego sprzętu. Wada? Mogę stracić moje już praktycznie nieistniejące włosy, albo spalić sobie twarz. O dziwo, mama na mieść o moim zaintrygowaniu kuglarstwem nie stwierdziła: dupę sobie podpal, tylko uznała, że to jest całkiem dobry pomysł. Ej, ej, ej! No po prostu kurwa nie wierzę. Co się dzieje z tym światem?

~anything else

środa, czerwca 19

DIY#10 Pink waistcoat


 Metamorfoza spódniczki, którą nosiłam będąc w wieku 6-8 lat w kamizelkę. You're welcome!




Niezwykle artystyczny (widać, ze dziecko to rysujące ma problemy) obraz metamorfozy spódniczki  należącej do rozsądnych gabarytów dziecka ( nie mogło być inaczej skoro moje B się zmieściło). Musicie mi wybaczyć, że moja twórczość swoim wyglądem przywdziewa na myśl bazgroły przedszkolaka, lecz argumenty którymi się posłużę wykażą, że jest to całkowicie zrozumiałe zważywszy na obecne warunki. 
Argument 1. Jest gorąco jak cholera (a biorąc pod uwagę, że przy -10 stopniach potrafię iść na miasto w bluzie i uparcie zaprzeczać, że nie pizga złem; jeden jedyny raz całkowicie zapięłam kurtkę zimową- było to kiedy termometry wskazywały -25 stopni i była taka zawieja, że widoczność wynosiła pół metra, oczywiście jeżeli komukolwiek udało się otworzyć oczy wcześniej osłoniwszy je kevlarową tarczą, ew. ręką przed zlodowaciałym istnym nasieniem szatana; kiedy rozpoczynają się marcowe roztopy, a tłumy dumnie podążają  w nieznane jeszcze w zimowych kurtkach, mnie, jako wyjątek od reguły często można ujrzeć w koszulce na ramiączkach skupiająca spojrzenia przechodniów), więc zastanówcie się co ja muszę czuć przy +30 stopniach?!
Argument 2. Woda jest za daleko, co skutecznie sprawia, ze zaraz uschnę.
Argument 3. Jest gorąco jak cholera.
Argument 4. Tak. 
 

Muszę jeszcze wspomnieć o nazbyt niszczycielskiej i ratującej moje życie nowinie, która nie tylko odmieni moją kalecką męczarnie na tym padole, ale może i również Wasze życie ;o  Zaintrygowani?  No to musicie poczekać do kolejnego wpisu ;)

~anything else

niedziela, czerwca 9

DIY#9 Bracelets

Aktualna sytuacja znacząco mnie dobija. Nie dość, że źle się dzieje wewnątrz, to na zewnątrz również. Osobiście wierzę, że uda mi się ogarnąć, lecz tejże wiary zabrakło mi w stosunku do ludzi. Zdarzenie nie jest najbardziej istotne, chociaż takie przypadki zdarzają się nazbyt często. Ludzie to bezmyślne kurwy, a Bóg jest hipokrytą. Dziękuję.

A teraz kilka bransoletek wyprodukowanych w ciągu ostatnich dni ;)




 + zostałam poproszona o tutorial do  postu http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy8-peace-necklace.html. Mam nadzieję, że jest to napisane w zrozumiały sposób, bo ja nie umiem pisać instrukcji :( Mam tez nadzieję, że się rozczytacie.



~anything else

wtorek, czerwca 4

DIY#8 Peace necklace

Znowu przyszedł czas by zganić siebie. Już tyle razy miało to miejsce, że chyba nie potrafię już wyciągnąć z tego żadnych wniosków. Cóż, mogę jedynie patrzeć jak sypie mi się przyszłość (bo nie prowadzę żadnych kroków prowadzących do jej najbardziej satysfakcjonującej wersji) oraz jak następuje synteza tkanek tłuszczowych zaraz nad warstwą znikomych, ale jednak istniejących mięśni. Niektórzy twierdzą, że piwna oponka to tez mięsień, więc dostałam to, czego oczekiwałam? Przynajmniej wynika jeden plus z tej sytuacji. Życie obdarzyło mnie naturalnym wzniesieniem idealnym to podtrzymywania tacy z żarciem. Hip-hip-hurra!
Pojutrze mamy pisać próbną maturę z biologii. Każdy neuron w mojej istocie szarej aż iskrzy z podekscytowania, że aż osłonki mielinowe nie wytrzymują tego napięcia. Bang. Żartowałam. Na razie mam wyjebane. Pozostaje mi jedynie w napięciu czekać aż sytuacja diametralnie się odmieni i 5 godzin przed rozpoczęciem zajęć zapragnę posiąść wszelka wiedzę jaka tylko jest ode mnie wymagana.  Mam jednak nadzieję, że w niedługim odstępie czasu po napisaniu tego posta moje międzymózgowie wykaże się nienaturalna aktywnością i ocknie się chociażby krzta mojego kurzego rozumku uświadamiając mi, że przecież spokojnie mogę olać te dwie noce i się przygotować. Po czym będę łazić jak przyćpana z syndromem Dr. House'a pod pachą: kuleć (gdyż zapewne znowu spadnę ze schodów, bo już zbyt długo owy incydent nie miał miejsca), mieć cały świat głęboko w dupie i być chamska dla większości wyspanego społeczeństwa, w tym tradycyjnie dla mHrocznych, którzy znowu będą jęczeć jaka to ja dla nich znowu jestem wredna... Życie, ludzie!
 Myślę, że nawet posiadając zerową wiedzę na tematy, które muszę zaliczyć, mogę spokojnie wyciągnąć 60%.
Taaak, zdecydowanie posiadam talent do motywowania swojej leniwej osoby. Nic, tylko iść spać i zdechnąć.

Jako, że moja podświadomość wymaga ode mnie, abym jak najdłużej odkładała naukę z biologii, to przychodzę dzisiaj do Was z naszyjnikiem.

Robiony na szybko z metalowej bransoletki, koralików oraz miedzianego drutu. 














 Nie dajcie się zwieść ciemnej strony mocy (ciemna strona mocy na dziś: obejrzenie do nowa wszystkich sezonów Dr House'a).


~anything else

sobota, czerwca 1

DIY#7 Wild bag

Pomimo, że w okresie w którym powstała ta torebka, panterka kojarzyła mi się z wytapetowanymi, tępymi plasticzkami, to o zgrozo, stanowiła mój ulubiony dodatek do czarnej bokserki i granatowych jeansów. Szyta również z nożem na gardle, bo chyba nic tak nie motywuje jak DEADLINE. Cóż...  Wieśniacka, futerkowa spódniczka z sh, przemieniała się w, dla niektórych również wieśniacką, futerkową torebkę. Przynajmniej sprawdzała się genialnie jako poduszka na przedmiotach niezwykle ciekawych i interesujących, których synonimem mógłby zostać ciąg liter: Zzzzz... Skupiając na niej wzrok można odnieść wrażenie, że jej właścicielka stoczyła morderczy bój z pluszową panterą po czym obdarła ją ze skóry. Mordować pluszaki, a to bestialstwo!


 

Nawet pod milutkim futerkiem może czaić się drapieżna bestia. Nie dajcie się zwieść.
~anything else

czwartek, maja 30

DIY#6 Cobalt dress

Kobieta potrafi spędzić naprawdę dużo czasu w poszukiwaniu idealnej sukienki. Lecz co zrobić, gdy wyderzenie to ciągle odwleka czas... Trzeba sobie radzić, bo przecież pokazać się w byle czym - tak nie przystoi. Z pomocą przyszedł mi second hand i kobaltowa męska koszulka polo, standardowo maszyna do szycia, igła, nitka i koraliki. Nadszedł czas na akt stworzenia.
Czując nóż na gardle, bo przecież kreację jej zaczęłam zaraz po piątkowych zajęciach, żyjąc nadzieją, że uda mi się ją wykonać do godziny 18, o której to impreza, a uściślając połowinki, miały się odbyć. Reasumując 3.80zł za koszulę + 6zł za koraliki= sukienka za niecałe 10 zł. I jak tu nie kochać życia? ;)

Before:
 

 After: 
 ▲ bransoletka wykonana             A tak prezentuje się sukienka
 również chwile przed               na mnie ;)



~anything else

poniedziałek, maja 6

DIY#5 Stefan, pomocnik Mikołaja- maskotka.

Tak jak w tytule, dzisiaj pokaże Wam maskotkę, którą uszyłam 1,5 roku temu dla rodziców jako prezent pod choinkę. Pomyślałam, że dopiero niedawno pożegnaliśmy się z zimą, więc moje spóźnienie nie będzie jeszcze aż tak wielkie :D. Korzystałam w szablonów dostępnych w internecie, a kuper wypchałam (ze względów ekonomicznych) srajtaśmą. Panie, Panowie: Stefan!


btw.
Zacznijmy w końcu coś robić, to nic nie boli. 
Pogoda w końcu zaczęła nam sprzyjać. Idealnie wpasowała się w dwutygodniowe wolne. Temperatura powyżej 15 stopni sprzyja ogniskom, ogniska sprzyjają zaniedbaniu racjonalnego odżywiania się i spożywaniu napojów wyskokowych, co z kolei ma wpływ na męczeńskie zawodzenie wątroby. Wybacz, po śmierci dam Ci wolne, ale teraz nie masz wyboru.
Życie kończy się co kilka dni, gdy jakby 5 receptorów wzroku przekazywało obraz w kilku różnych płaszczyznach do mózgu i tam sklejało to w impresjonistyczną wizję świata, kocie ruchy są jedynie takie dla nas, dopóki siła grawitacji nie zadziała na nas wartością większą niż normalnie, wartością większa niż w rzeczywistości i zmusza do poruszania się na kolanach pod ciężarem powietrza. Błędnik zaczyna wariować i informuje nasz mózg, że jesteśmy w kilku pozycjach na raz, żołądek wykonuje obroty jak bęben w starej wirówce, niegdyś cenionej, teraz zastąpionej przez lepsze modele, o zapomnianym imieniu "Frania". Celem w życiu staje się... Właśnie, jaki mamy wtedy cel? Łózko, łazienka, sen, jedzenie a może kolejne piwo? Chyba większość z nas, jeśli już doprowadziła się do takiego stanu, zgodnie stwierdzi, nie pamiętam, ja najebany byłem. Następnego dnia budzisz się, Twoją twarz zdobi faktura poduszki odciśnięta podczas regenerującego snu (jeżeli leżenie 15 minut na podłodze można nazwać snem), makijaż się na szczęście nie rozmazał, ponieważ już cały spłynął, torba cała w chlebie, paczka zakupiona dzień wcześniej wala się pusta, chociaż masz pewność, że paliłeś tylko 3 razy w obawie o utratę miejsca na kanapie. Idziesz do kuchni. Wstawiasz wodę na herbatę. Wyjmujesz kubek, jedna saszetka zielonej. Zalewasz wodą. W głowie kłębi Ci się jedno pytanie: Kto kurwa nalał sosu czosnowskiego do czajnika! Kolejne dwa dni trwa regeneracja. A potem znowu idziesz w bal. 
(abstrakcja literacka + własne przeżycia= sprawozdanie z typowego, kulturalnego balu)

~anything else

środa, maja 1

Rys.1 Coś z przed kilku lat

Pokonuje lenistwo. To już chyba coś.  Od czasu imprezy w sobotę wegetuje w łóżku. Nie, nie, to nie tak, że kac czy coś w tym stylu... Po prostu łózko obecnie można uważać za bardziej pożądaną oazę odpoczynku niż kiedykolwiek. Miałam pisać o błędach ludzkich czy też głupocie, ale jest to już temat tak powszechny, że każdy choć raz zaprezentował swój ból dupy w tym temacie. 
   nie palę = nie mam weny do pisania
Żałosne? A jakże! Już bez odrobiny nikotyny dostającej się do płuc oraz tym samych wprawionych w szaleńczy wyścig przekazów nerwowych mój mózg nie wykazuje ani cienia kreatywności czy ...
...kreatywności. Taak... Po prostu po fajce lepiej się pisze, lepiej się myśli, lepiej się dedukuje i urzeczywistnia plany.
miligramy nikotyny w płucach=rusz dupę! w istocie szarej
Za jakieś pól godziny tyle zrobię, mówię wam. A potem to wszystko tutaj zaprezentuje. Ale najpierw sprzątnę piżamę z podłogi, która podnoszę już 3 dni i która skutecznie utrudnia mi poruszanie się po pokoju (?!). Więc pewnie znowu nie wychodząc poza szablon minimalnej prostoty resztę dnia spędzę na fb. 
Coś z przed 5 lat.  Aloha!



~anything else