Zaraz, zaraz... I to miał być ten post, któremu jako zadanie przypadło zmienienie losów ludzkości? Kpina! Nie postarałam się... Więc chyba jestem zmuszona zacząć od początku...
Daaawno, daaawno temu, gdyż minęły już trzy dni od chwili gdy: dostałam pracę! Praca ta, to zresztą oczywiste, jest dla osób niezwykle ambitnych, skrupulatnych, pewnych siebie, chcących odnosić sukcesy i wozić się po wiosce porsche przy tym popijając drinka z kokosa (chciałabym poinformować osoby małoletnie iż spożywanie napojów alkoholowych, prowadzenie nie posiadając prawa jazdy, prowadzenie samochodu będąc pod wpływem odurzenia alkoholowego, czy bawienie się twardymi kokosami podlega pod paragraf 14 artykułu 352,1 odnośnie ustawy o pijanych kokosach, podlegając karze prac społecznych w wymiarze 350000000060 sekund jako pomoc ds czyszczenia kibla i prawo to będzie bezwzględnie egzekwowane). Domyślacie się o co może chodzić? Tak! Będę sprzedawcą gumy na deptaku!
Jest to jedyna odpowiedź jaka uzyskałam po rozesłaniu 15 maili wraz ze swoim CV. Czas włączyć bajerę i nakręcać koło fortuny. Jakby ktoś z Was zobaczył w lipcu na molo w Kołobrzegu, Mielnie czy też Dąbkach lub w okolicy osobę, która zawzięcie próbuje sprzedać gumę do żucia posługując się najprzeróżniejszymi podstępami i próbuje Wam wmówić, że to właśnie na TĘ GUMĘ czekaliście całe życie i to ONA jest WAM tak niezbędna w danej chwili, że aż nie możecie sobie tego wyobrazić, to będę ja :) Zapraszam, bo w sumie miło by było zarobić na ten chociażby jeden posiłek dziennie... :c
W sumie, kto normalny przy +30 stopniach myśli o gumie. No to zostanę tylko ja chcąca opchnąć tego jak najwięcej...
Teraz druga część. Nie mając wgl typowo letniej dolnej części garderoby będę musiała, że tak kolokwialnie nawinę, zapierdalać z maszyna i dokonać aktu stworzenia kilku par szortów czy spódniczek. Dziewczyna, której szafa już dawno charakteryzuje się pokaźnym przeżarciem nie ma szortów? To spisek! Pewnie pomyśli, że ludzie tak się nad nią zlitują i zaczną jej przysyłać paczki z ubraniami ;_; Może już przestane robić wywody i powiem o co chodzi. Oznacza to, że od dzisiaj pełna parą leci produkcja typowo letnich ubrań, tak, aby ich ilość wystarczyła na cały miesięczny pobyt. (Jeżeli oczywiście po tygodniu mnie nie wywalą....). Oznacza to też, że na ponad miesiąc zostanę odcięta od internetu, a nawet i na dłużej, gdyż powrót swój do domu datuję na pierwszy dzień festiwalu Woodstock, po czym zaraz wsiadam w pociąg, by zdążyć na otwarcie wydarzenia ;) Oczywiście wcześniej posiliwszy się w domu ;)
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
1) W sumie miło by było wyjść z kimś na piwo czy lody podczas mojego pobytu nad morzem, więc, proooooszę, uratujcie mnie od samotnej egzystencji w żarze Bałtyku.
2) Jakby ktokolwiek się jeszcze wahał! Woodstock, to najcudowniejszy festiwal muzyczny na jakim byłam( i zresztą jedyny, aczkolwiek jest to nieistotny szczegół) i jakby ktoś miał jakieś wątpliwości to piszcie, zawsze się można jakoś zgadać ;)
3) Zastanawiam się nad ponownym zniszczeniem włosów czerwoną farbą, gdyż mój odcień jest niesympatycznie pospolity. Jeszcze nie znalazłam farby, której kolor by mi się spodobał. Macie jakieś propozycje odnośnie czerwono/wiśniowej farby?
po lewej: Palette, bodajże kolor wiśnia
po prawej: Marion, Rubinowa czerwień (wyszedł rudy, ale co ja tam wiem....)
~anything else
















