Pokazywanie postów oznaczonych etykietą life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą life. Pokaż wszystkie posty

czwartek, czerwca 20

Yeah! I have a job! Tak! Będę sprzedawcą gumy!

Moją obecną sytuację mogę streścić w trzech słowach: ŚWIAT SIĘ KOŃCZY. Dziękuję, do widzenia.
Zaraz, zaraz... I to miał być ten post, któremu jako zadanie przypadło zmienienie losów ludzkości? Kpina! Nie postarałam się... Więc chyba jestem zmuszona zacząć od początku...



Daaawno, daaawno temu, gdyż minęły już trzy dni od chwili gdy: dostałam pracę! Praca ta, to zresztą oczywiste, jest dla osób niezwykle ambitnych, skrupulatnych, pewnych siebie, chcących odnosić sukcesy i wozić się po wiosce porsche przy tym popijając drinka z kokosa (chciałabym poinformować osoby małoletnie iż spożywanie napojów alkoholowych, prowadzenie nie posiadając prawa jazdy, prowadzenie samochodu będąc pod wpływem odurzenia alkoholowego, czy bawienie się twardymi kokosami podlega pod paragraf 14 artykułu 352,1 odnośnie  ustawy o pijanych kokosach, podlegając karze prac społecznych w wymiarze 350000000060 sekund jako pomoc ds czyszczenia kibla i prawo to będzie bezwzględnie egzekwowane). Domyślacie się o co może chodzić? Tak! Będę sprzedawcą gumy na deptaku!
Jest to jedyna odpowiedź jaka uzyskałam po rozesłaniu 15 maili wraz ze swoim CV.  Czas włączyć bajerę i nakręcać koło fortuny. Jakby ktoś z Was zobaczył w lipcu na molo w Kołobrzegu, Mielnie czy też Dąbkach lub w okolicy osobę, która zawzięcie próbuje sprzedać gumę do żucia posługując się najprzeróżniejszymi podstępami i próbuje Wam wmówić, że to właśnie na TĘ GUMĘ czekaliście całe życie i to ONA jest WAM tak niezbędna w danej chwili, że aż nie możecie sobie tego wyobrazić, to będę ja :) Zapraszam, bo w sumie miło by było zarobić na ten chociażby jeden posiłek dziennie... :c
W sumie, kto normalny przy +30 stopniach myśli o gumie. No to zostanę tylko ja chcąca opchnąć tego jak najwięcej...

Teraz druga część. Nie mając wgl typowo letniej dolnej części garderoby będę musiała, że tak kolokwialnie nawinę, zapierdalać z maszyna i dokonać aktu stworzenia kilku par szortów czy spódniczek. Dziewczyna, której szafa już dawno charakteryzuje się pokaźnym przeżarciem nie ma szortów? To spisek! Pewnie pomyśli, że ludzie tak się nad nią zlitują i zaczną jej przysyłać paczki z ubraniami ;_; Może już przestane robić wywody i powiem o co chodzi. Oznacza to, że od dzisiaj pełna parą leci produkcja typowo letnich ubrań, tak, aby ich ilość wystarczyła na cały miesięczny pobyt. (Jeżeli oczywiście po tygodniu mnie nie wywalą....). Oznacza to też, że na ponad miesiąc zostanę odcięta od internetu, a nawet i na dłużej, gdyż powrót swój do domu datuję na pierwszy dzień festiwalu Woodstock, po czym zaraz wsiadam w pociąg, by zdążyć na otwarcie wydarzenia ;) Oczywiście wcześniej posiliwszy się w domu ;)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
1)  W sumie miło by było wyjść z kimś na piwo czy lody podczas mojego pobytu nad morzem, więc, proooooszę, uratujcie mnie od samotnej egzystencji w żarze Bałtyku.
2) Jakby ktokolwiek się jeszcze wahał! Woodstock, to najcudowniejszy festiwal muzyczny na jakim byłam( i zresztą jedyny, aczkolwiek jest to nieistotny szczegół) i jakby ktoś miał jakieś wątpliwości to piszcie, zawsze się można jakoś zgadać ;) 
3) Zastanawiam się nad ponownym zniszczeniem włosów czerwoną farbą, gdyż mój odcień jest niesympatycznie pospolity. Jeszcze nie znalazłam farby, której kolor by mi się spodobał. Macie jakieś propozycje odnośnie czerwono/wiśniowej farby?
po lewej: Palette, bodajże kolor wiśnia
po prawej: Marion, Rubinowa czerwień (wyszedł rudy, ale co ja tam wiem....) 



~anything else

niedziela, maja 26

Wiedza to potęgi klucz.

Nie zawsze życie toczy się tak jakbyśmy tego chcieli. Na naszej drodze spotka nas wiele dziur i pagórków, których ominiecie niejednokrotnie będzie graniczyło z cudem, a to czy damy radę zależeć będzie jedynie od nas samych. Niektórzy potkną się na najprostszym odcinku, natomiast inni będą dumnie wspinać się po stromej ścianie przepaści. Teraz musicie wejrzeć w głąb siebie i potwierdzić, że mimo przeciwności dacie radę kroczyć wyznaczoną przez was ścieżką. Gdy zapadnie decyzja będzie już za późno na cofnięcie jej czy chociażby zatrzymywanie kroku, więc zastanówcie się czy watro. Poddacie się czy zaczniecie walczyć? Jeden prosty wybór...

Mogłabym rzec, że fala inspiracji mnie zalewa. Tylko co z jedynie spisanych na kartce pomysłów jeżeli ich realizacja w najbliższym czasie nie ma prawa bytu. Szukajcie a znajdziecie, czekajcie a będzie Wam to wynagrodzone. Mam nadzieję, że nastąpi to wkrótce.

A tymczasem coś, z czego niesamowicie się cieszę!

W ramach zajęć dodatkowych organizowanych dzięki projektom unijnym, dla wszystkich uczęszczających na dane zajęcia zostały z finansowane vademeca i zbiory zadań! Moja radość jest o tyle większa, że już od długiego czasu miałam w planach kupić zbiory Witowskiego z biologii. Jaram się niesamowicie, no i aż chce się człowiekowi uczyć! ;)


A teraz kilka wybranych zdjęć z projektów z biologii:
☺ izolacja DNA z cebuli i pomidora

 ☺ chromatografia bibułowa - mająca na celu izolacje barwników fotosyntetycznych (pomarańczowy- karoten, żółty-ksantofil, ciemnozielony- chlorofil a, jasnozielony- chlorofil b)
 Badanie wpływu warunków środowiska na rozwój drożdży.

 ☺ Enzymy: laktaza i glukaza



 ☺ Izolacja DNA ze śliny
 ☺ Badanie produktów spożywczych pod zawartość skrobi  (płytka Petriego po środku - wyszedł mi płyn nienewtonowski. A co to takiego?
Zwykła ciecz pod  wpływem nacisku się po prostu uchyla. Jej właściwości "twardości" nie zmieniają się. Tak jest chociażby z wodą w morzu. Inaczej jest z cieczami nienewtonowskimi. One pod wpływem nacisku zmieniają swoje właściwości. Najczęściej zmieniają swoją "twardość" czasami do tego stopnia, że można po nich chodzić. Warunkiem jest chodzić szybko i mocno naciskać stopami na powierzchnię cieczy. )
 Zabarwienie produktów na czarno pod wpływem płyny Lugola świadczy o występowaniu skrobi w produkcie.

Najwyższa pora się zbierać, bo czas nie jest ostatnio dla mnie miłosierny. Może kiedyś się to zmieni, lecz póki co- terminy gonią. 
A przed oczami pozostaje tylko  
DEADLINE.
Trzymajcie się i nie dajcie się zwieść ciemnej strony mocy.
~anything else

poniedziałek, maja 6

DIY#5 Stefan, pomocnik Mikołaja- maskotka.

Tak jak w tytule, dzisiaj pokaże Wam maskotkę, którą uszyłam 1,5 roku temu dla rodziców jako prezent pod choinkę. Pomyślałam, że dopiero niedawno pożegnaliśmy się z zimą, więc moje spóźnienie nie będzie jeszcze aż tak wielkie :D. Korzystałam w szablonów dostępnych w internecie, a kuper wypchałam (ze względów ekonomicznych) srajtaśmą. Panie, Panowie: Stefan!


btw.
Zacznijmy w końcu coś robić, to nic nie boli. 
Pogoda w końcu zaczęła nam sprzyjać. Idealnie wpasowała się w dwutygodniowe wolne. Temperatura powyżej 15 stopni sprzyja ogniskom, ogniska sprzyjają zaniedbaniu racjonalnego odżywiania się i spożywaniu napojów wyskokowych, co z kolei ma wpływ na męczeńskie zawodzenie wątroby. Wybacz, po śmierci dam Ci wolne, ale teraz nie masz wyboru.
Życie kończy się co kilka dni, gdy jakby 5 receptorów wzroku przekazywało obraz w kilku różnych płaszczyznach do mózgu i tam sklejało to w impresjonistyczną wizję świata, kocie ruchy są jedynie takie dla nas, dopóki siła grawitacji nie zadziała na nas wartością większą niż normalnie, wartością większa niż w rzeczywistości i zmusza do poruszania się na kolanach pod ciężarem powietrza. Błędnik zaczyna wariować i informuje nasz mózg, że jesteśmy w kilku pozycjach na raz, żołądek wykonuje obroty jak bęben w starej wirówce, niegdyś cenionej, teraz zastąpionej przez lepsze modele, o zapomnianym imieniu "Frania". Celem w życiu staje się... Właśnie, jaki mamy wtedy cel? Łózko, łazienka, sen, jedzenie a może kolejne piwo? Chyba większość z nas, jeśli już doprowadziła się do takiego stanu, zgodnie stwierdzi, nie pamiętam, ja najebany byłem. Następnego dnia budzisz się, Twoją twarz zdobi faktura poduszki odciśnięta podczas regenerującego snu (jeżeli leżenie 15 minut na podłodze można nazwać snem), makijaż się na szczęście nie rozmazał, ponieważ już cały spłynął, torba cała w chlebie, paczka zakupiona dzień wcześniej wala się pusta, chociaż masz pewność, że paliłeś tylko 3 razy w obawie o utratę miejsca na kanapie. Idziesz do kuchni. Wstawiasz wodę na herbatę. Wyjmujesz kubek, jedna saszetka zielonej. Zalewasz wodą. W głowie kłębi Ci się jedno pytanie: Kto kurwa nalał sosu czosnowskiego do czajnika! Kolejne dwa dni trwa regeneracja. A potem znowu idziesz w bal. 
(abstrakcja literacka + własne przeżycia= sprawozdanie z typowego, kulturalnego balu)

~anything else

wtorek, kwietnia 23

Potrzebna śrubka do regulacji wszechświata.


Kolejny raz. Kolejny raz siedzisz oko w oko z największym Twoim wrogiem-samym sobą. Twój bezradny wzrok pałęta się po podłodze jakby chciał jak najdokładniej zamieść ją z wszelkich grzeszków czy poczucia winy. Bezkształtna masa Twoich negatywnych myśli hipnotyzuje. Coś w niej jest takiego, że jedyną potrzebą jaką odczuwasz w danej chwili jest skupianie na niej wzroku. Wodzisz nadzieją lekka jak piórko po przekrwawionych bruzdach Twojego jestestwa. Zgniłych pozytywów cmentarz. Bieżysz przed siebie dzielnie pokonując kolejne wzniesienia, życiodajny płyn wyszarpnięty z Twojej duszy przez ostrokrzew niczym gwiazdy shurikenu zatracone w pogoni za resztką Twojej wiary w siebie, kala Twoją skórę rażącą wyzbyciem się z winy. Upadasz. Twój świat ugina się pod ciężarem klęski . Z klątwą na ustach i najczystszym izotopem nadziei podnosisz głowę. Wspinasz się po stromych stopniach mechanizmu zatracania w porażce. Punkt. Widzisz go jedynie oczyma duszy, bo prawdziwe już dawno pokryte zostały mgłą mętną. Wiesz, ze tam jest. Musi być, bo zawsze tam był i będzie. To jest jedyna rzecz, której możesz być naprawdę pewien. Jedyna rzecz, o której tak naprawdę powinieneś wiedzieć. Jedyna, której istnienie w tym momencie jest logiczne. Wystarczy wyciągnąć rękę, włożyć ją w snop krzepiącego światła i posiliwszy się wspinać się dalej, aż do końca schodów jeżeli taki gdzieś istnieje. Nic poza tym. 





~anything else