piątek, sierpnia 23

DIY#15 Moneybox

Mogłabym się zdziwić. Gdybym chciała, ale wszystko zostało rozegrane tak, że gałki oczne wychodzące ze swych oczodołów i usta uformowane w kształt litery "O" są wręcz dziwną reakcją. Ostatnimi dniami wyczystko toczy się aż nazbyt płynnie i lekko, bez wymuszenia czy chwili postoju. Trzeba korzystać z okazji, mówią, mówili i będą mówić, niezależnie gdzie się znajdę ani w jakich warunkach. Bo zawsze znajdzie się jakiś powód, jakiś mur do przeskoczenia, za którym czeka następny level, z lepsza grafiką, wyższym skillem i liczniejszą liczbą platform. Nawet gdy siedzimy w dołku, możemy odwrócić sytuację tak, by choć trochę z niej uszczknąć. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie na end'u bez szczątkowego happy end'u. 

Ostatnio dziwnym trafem zaczęłam wychodzić z domu. I rano i po obiedzie, a wieczorami to już wiadomo. Kilka ulic dalej toczy się hipisowska komuna. Wiadomo, piwko, fajeczka, trawka co dzień od Woodstocku. Nie rozumiem jak to jest wracać do domu, a wylądować w naszym wypizdówku na przeszło 3 tygodnie, bez żadnych z góry ustalonych możliwości noclegu, mieszkając tam, gdzie jest uprzejmy Pan czy tez Pani domu, bo przecież do domu kilka setek kilometrów. 
Nie mam pojęcia co się stało z tymi wakacjami. Przepłynęły mi miedzy palcami. miałam uprawiać sport, uczyć się, czytać, szyć... Rzeczywistość? Codziennie czuje się pognieciona, jakby ostatnia domówka przypadała na każdy wieczór minionych tygodni. To co się tam działo zniszczyło mi skrawek jeszcze dobrze działającej psychiki.  Zjechała się psiarnia (nie policja, tylko psiarnia), kibel się zatkał i zalał kilka pomieszczeń, wszędzie jak i na każdym znajdowały się przyklejone podpaski, wszędzie porozlewane piwo zmieszane z jedzeniem, goście w samych bokserkach i spodniach od piżamy zawiązanych na szyi jako krawat, urządzili sobie kacowy spacerek do kościoła, w którym będąc prosili księdza o udzielenie im homoseksualnego małżeństwa. Serio?
Kilka grilli, nowych znajomości, co u mnie jest rzeczą wręcz abstrakcyjną, i miliony przeznaczone na chlanie. Dzisiaj w nocy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na wyjazd nad morze, bo kolega ogarnął domek za darmo. Dwa dni chlania i baletów. To co, że nawet nie znam tych ludzi, jedynie jednego kolegę, ale z chęcią bym pojechała, gdyby nie ten hajs, a skołować przynajmniej jednego Władka w jeden poranek jest rzeczą awykonalną.
Chyba jeszcze do tej pory nie doszło do mnie, że moja wypłata już nie spoczywa na dole skarbonki. Cały mój budżet znalazl sobie wygodne lokum na kontach bankowych prywatnych sprzedawców. Bo to iPhone, to airmaxy, ubrania, słuchawki, biżuteria, plecaki, Woodstock... Pieniądze zdecydowanie się mnie nie trzymają...

A gdyby się trzymały, to znajdowałyby się z pewnością w tej oto skarbonce:


PRZED:
Nie posiadam lepszych zdjęć przed. Kuferek był cały w kolorze brzoskwiniowym, a na jego ściankach, w miejscu, gdzie obecnie znajdują się kawałki starej mapy znajdowały się urocze wzory w słoniki, żyrafy i tygryski. Dla mnie, zdecydowanie zbyt urocze. 

~anything else

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz