Pokazywanie postów oznaczonych etykietą accessories. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą accessories. Pokaż wszystkie posty

wtorek, listopada 26

DIY#19 18th birthday gift

Znowu czuję się jakbym szybowała w niebycie. W chaosie nie da się myśleć, chaos jest zaprzeczeniem wszelkich zasad, wszelkiego bytu. Chaosu trzeba się pozbyć. Lecz czy da rade to zrobić, jeżeli zarówno to co nas otacza jak i my sami jesteśmy definicją chaosu. Czy mamy się pozbyć sami siebie? Czy lepiej jest starać się zniwelować chaos zawarty w naszym otoczeniu by potem prowadzić walkę z samym sobą?
Trzeba posprzątać w pokoju. Wywaliłam wszystkie rzeczy z szafy na podłogę. Tego było za dużo, by móc się tego podjąć. Najrozsądniejszą rzeczą było iść zapalić, kolejno- zatopić się w objęcia morfeusza. Po trzech godzinach wcale zbawiennego snu nękały mnie myśli poczucia winy, czułam silna motywację by coś z tym zrobić i wiedziałam, że apogeum motywu pomocy samej sobie jest teraz zbawienne i pomoże mi, obudziłam się po kolejnych pięciu godzinach. Było już za późno na ingerencje w perturbację, więc poszłam zapalić szluga. Nastał ranek. Jako, że mętlik zarówno rzeczy martwych jak i tych wydających się żywą energią podpiętą pod definicje myśli przerażał mnie swoja potęgą nasunęła mi się pewna myśli: nie ma sensu iść do szkoły, skoro mam burdel w pokoju, Tak tez zastało. Po kolejnych pięciu godzinach zaczęło mnie coś trawić od środka. Pretensje, wyrzuty sumienia? Nie, trzeba iść zapalić, a jako, że bezwład nie chciał udostępnić mi paczki fajek, którą zamknął w swoich czeluściach, koniecznym było wyprowadzenie mu wojny i prze lokowanie stajni Augiasza na moje łóżko. Znalazłam szlugi, Teraz nie mam gdzie spać. Cholera.

Dzisiaj pokażę Wam ciekawy pomysł na prezent z okazji 18. urodzin. Można go samemu wykonać, a kwota nie jest porażająca, mnie wyniosła 5 złotych na 2 modele tego typu. Niestety nie mam zdjęć "przed", "w trakcie" oraz "po", gdyż faktem oczywistym jest, że robiłam to na ostatnia chwilę i nawet w domu nie miałam czasu by zrobić sesje mojemu dziełu. Pozyskałam tylko zdjęcie jednej lalki, gdyż pierwsza nie wytrwała całej godziny na imprezie. Jakby ktoś się uparł na wersję "krok po kroku", postaram się takową zrobić. 

Panie, Panowie:


~anything else

wtorek, września 24

DIY#16 C'est loin le Paris? - cap


W ostatnim czasie wydarzyło się aż nazbyt dużo. Gdybym miała to wszystko opisać to pewnie wybijając kolejne litery na klawiaturze spędziłabym miesiąc. Może nawet więcej, bo posługując się licznymi synonimami czy wyrazami niezbyt rozpowszechnionymi w naszej powszechnej polskiej mowie można manipulować tak, że każde ze zdań ma inny wydźwięk a oznacza zupełnie to samo co miliony jego poprzedników.
Poznałam kilka osób, które zmieniły lekko moje postrzeganie świata, zasady, kryteria, wymagania, plany... Od początku wakacji, chociaż mam pewność, że ciągle to MOJE życie, towarzyszy mi uczucie, że stało się ono oksymoronem tego kim chciałabym być. Przestałam żałować decyzji, bo wiem, że robię to świadomie, a z konsekwencjami będącymi następstwem tego wszystkiego będę musiała się zmierzyć. I na ta walkę będę przygotowana.
Moja postawa forever alone została lekko rozchwiana dzięki czemu pozostaną miłe wspomnienia bez względu na resztę czynników. Śmiac mi się chce, gdy przypominam sobie liczne eskapady, czy wrześniowe nocowanie na plaży w namiocie, na działce czy moim własnym ogródku pod kocem mając kilka metrów od siebie nieświadomych rodziców. 
Liczne burze zaczęły omijać moje gniazdo, rodzice chyba zrozumieli, lub starają się zrozumieć, że osiągnęłam już wiek pełnoletności i należny mi się trochę wolności. Przestali mieć lub zelżały na sile ciągłe pretensje o moje późne powroty do domu czy częste wybywanie na miasto. 
Chociaż wiem, że to tylko czcza gadanina, a moje ideały są na stałe wszczepione w moje superego, to ciesze się, że tak wygląda moje życie. Dzisiaj to sobie dopiero uświadomiłam. Nie jest źle, ale może być jeszcze lepiej.

No to teraz czas na kolejne DIY . Potrzebowałam jakieś czapki z daszkiem, gdy dowiedziałam się, że praca nad morzem stała się czymś realnym. Nie miałam wielkich wymagań. Wystarczyło podbicie do pierwszego stoiska na targowisku miejskim i za cenę 8 złotych czapka stała się moja własnością.
Jednak była jakaś bez wyrazu. Pod wpływem chwili wyciągnęłam farby akrylowe i nie zważając na fakt, że nie mam żadnego pędzla, który byłby dobry do malowanie cienkich linii jak i mając świadomość ich wątpliwej jakości nabazgrałam to:


Mam świadomość, że będę to musiała poprawić, gdy tylko dostane w swoje ręce znacznie cieńszy pędzel od tych. które posiadam.

Jak Wam się podoba efekt końcowy?

~anything else

piątek, sierpnia 23

DIY#15 Moneybox

Mogłabym się zdziwić. Gdybym chciała, ale wszystko zostało rozegrane tak, że gałki oczne wychodzące ze swych oczodołów i usta uformowane w kształt litery "O" są wręcz dziwną reakcją. Ostatnimi dniami wyczystko toczy się aż nazbyt płynnie i lekko, bez wymuszenia czy chwili postoju. Trzeba korzystać z okazji, mówią, mówili i będą mówić, niezależnie gdzie się znajdę ani w jakich warunkach. Bo zawsze znajdzie się jakiś powód, jakiś mur do przeskoczenia, za którym czeka następny level, z lepsza grafiką, wyższym skillem i liczniejszą liczbą platform. Nawet gdy siedzimy w dołku, możemy odwrócić sytuację tak, by choć trochę z niej uszczknąć. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie na end'u bez szczątkowego happy end'u. 

Ostatnio dziwnym trafem zaczęłam wychodzić z domu. I rano i po obiedzie, a wieczorami to już wiadomo. Kilka ulic dalej toczy się hipisowska komuna. Wiadomo, piwko, fajeczka, trawka co dzień od Woodstocku. Nie rozumiem jak to jest wracać do domu, a wylądować w naszym wypizdówku na przeszło 3 tygodnie, bez żadnych z góry ustalonych możliwości noclegu, mieszkając tam, gdzie jest uprzejmy Pan czy tez Pani domu, bo przecież do domu kilka setek kilometrów. 
Nie mam pojęcia co się stało z tymi wakacjami. Przepłynęły mi miedzy palcami. miałam uprawiać sport, uczyć się, czytać, szyć... Rzeczywistość? Codziennie czuje się pognieciona, jakby ostatnia domówka przypadała na każdy wieczór minionych tygodni. To co się tam działo zniszczyło mi skrawek jeszcze dobrze działającej psychiki.  Zjechała się psiarnia (nie policja, tylko psiarnia), kibel się zatkał i zalał kilka pomieszczeń, wszędzie jak i na każdym znajdowały się przyklejone podpaski, wszędzie porozlewane piwo zmieszane z jedzeniem, goście w samych bokserkach i spodniach od piżamy zawiązanych na szyi jako krawat, urządzili sobie kacowy spacerek do kościoła, w którym będąc prosili księdza o udzielenie im homoseksualnego małżeństwa. Serio?
Kilka grilli, nowych znajomości, co u mnie jest rzeczą wręcz abstrakcyjną, i miliony przeznaczone na chlanie. Dzisiaj w nocy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na wyjazd nad morze, bo kolega ogarnął domek za darmo. Dwa dni chlania i baletów. To co, że nawet nie znam tych ludzi, jedynie jednego kolegę, ale z chęcią bym pojechała, gdyby nie ten hajs, a skołować przynajmniej jednego Władka w jeden poranek jest rzeczą awykonalną.
Chyba jeszcze do tej pory nie doszło do mnie, że moja wypłata już nie spoczywa na dole skarbonki. Cały mój budżet znalazl sobie wygodne lokum na kontach bankowych prywatnych sprzedawców. Bo to iPhone, to airmaxy, ubrania, słuchawki, biżuteria, plecaki, Woodstock... Pieniądze zdecydowanie się mnie nie trzymają...

A gdyby się trzymały, to znajdowałyby się z pewnością w tej oto skarbonce:


PRZED:
Nie posiadam lepszych zdjęć przed. Kuferek był cały w kolorze brzoskwiniowym, a na jego ściankach, w miejscu, gdzie obecnie znajdują się kawałki starej mapy znajdowały się urocze wzory w słoniki, żyrafy i tygryski. Dla mnie, zdecydowanie zbyt urocze. 

~anything else

czwartek, sierpnia 15

DIY#14 Vanity case\ make up bag

Mogłabym stwierdzić, że wszystko straciło sens. Przesypianie 80% z doby, brak poczucia głodu, psychika unosząca się w stanie nieważkości. Szlug za szlugiem i nie wiadomo co dalej. Wakacje...
Nie było mnie tutaj z półtora miesiąca, miesiąc spędziłam w pracy, kolejny tydzień przeznaczony był na relaks na Woodstocku, a reszty z życia nie pamiętam. Po prostu to przespałam, przepaliłam i chociażbym ciągle zastanawiała się nad motywami takiego a nie innego zachowania skrajnie przypominającego objawy depresji to kurwa nie wiem, po prostu kurwa no nie wiem! Jestem na siebie wkurzona, ale to chyba nie ma znaczenia, bo w końcu wstałam z łóżka, w końcu moja blokada została dezaktywowana i w końcu coś robię.

Z pewnością jeszcze napisze coś o moim miesięcznym statusie kobiety pracującej, bo uważam, że takie informacje mogą się przydać komuś, kto myśli o podjęciu pracy sezonowej nad morzem. 
Pewnie pojawi się tez wątek o chlaniu, jaraniu i dupy pokazywaniu - panie, panowie: Woodstock <3. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak jak i na wszystko. 

Jest tylko jedna rzecz, którą chciałabym zaznaczyć: było zajebiście! Pomimo wszelkich narzekań, krzywych akcji i innych tego typu, pewnym jest, że dobrze zapamiętam te wakacje. Osiemnaste wakacje w życiu...

A teraz do rzeczy. 


Pokażę Wam dzisiaj kosmetyczkę, czy też walizkę zrobioną specjalnie na wyjazd do pracy. Powstała z moich ulubionych jeansów, w które się oczywiście nie mieszczę i pomimo, że żal mi tyłek ściskał z tego powodu, nadal były za małe... 

PRZED
 PO





Tęskniliście?
~anything else


 

poniedziałek, lipca 1

DIY#13 Bag with tassles

To ja! No bo w sumie któż by inny... Nikt nie ma mojego hasła, nikt ze znajomych nawet nie wie o istnieniu tego bloga. Tak bardzo dyskrecja (i w tym momencie język polski robi potrójne salto w grobie).
Jak możecie się domyśleć, po tym, że nad morzem miałam nie mieć internetu, a właśnie piszę tę notkę, siedzę w domu! Odrzuciłam jakże cudowne możliwości rozwoju przy sprzedaży gumy do żucia za 5 złotych (5 ZŁOTYCH!), na rzecz niepewności związanej z inna pracą, której warunki po porównaniu do bycia królową poliizobutylenu (polimer z którego produkowana jest guma do m.in. Orbit) wydają się być iście królewskie. Tyle hajsu! Tyyyyyle! Może nawet nie umrę z głodu :)

A teraz czas na gwiazdę wieczoru (która ma zamek nie pod kolor, bo nie miałam innego, ale to szczegół, pokoloruje się :D):  torebka, która była wcześniej nieudaną torebką, która była wcześniej spódnicą! WTF?



A teraz czas na ogłoszenia parafialne! Nie ważcie mi się nawet wyjść, tak ja to robicie w kościele. Ja wszystko widzę. Mam trzecie oko, ale nie takie ciemieniowe, reagujące na promieniowanie jak gady. O! I trzecią powiekę tez mam, ale to chyba żaden wyczyn, bo każdy z Was też może się nią pochwalić. No kurde, nie przyszpanuję dzisiaj, chyba że... kurde, chyba położyłam wafel ryżowy na rozlaną na biurku oliwę do maszyny, bo coś gorzki się zrobił...
Nadszedł znowu czas na: gdyby ktoś był. A więc, gdyby ktoś był tak zupełnie przypadkiem w Niechorzu, niech się strzeże. Owo miasto/wieś (niepotrzebne skreślić) od dnia 03.07.2013 będzie znajdowało się pod moja okupacją i dołożę wszelkich starań by znaleźć się na każdej imprezie w promieniu odpowiednim do mojego stanu i obuwia, w tym m.in. na dniu śledzia. (Brawa dla śledzia.) 

Mimo wszystko mogę zacząć reklamę już w dniu dzisiejszym!
Strudzony turysto bałtyckich nadbrzeży i pubów. Marzy Ci się skorpion na plecach? Wbijaj do mnie! Chciałbyś, aby Twoja twarz przemieniła się w maskę Spidermana wykonaną za pomocą farb plakatowych(nie no, chyba będą takie do malowania twarzy) ? Załatwione! Zawsze chciałeś mieć niezmywalnego penisa na czole i czuć jak ofiara losu? Nie mogłeś lepiej trafić. 
Tatuaże i malowanie twarzy na wesela, rozwody, urodziny, studniówki i melanże. 

~anything else 

sobota, czerwca 29

DIY#12 How to do a poi?


 Dzisiaj przedstawię Wam krótki tutorial jak samodzielnie za kwotę 15 zł zrobić treningowe poi. 


 Potrzebne będą:
♠ taśma samonośna ok. 1m (pasmanteria)
♠ 2x piłka do tenisa (kiosk ruchu)
♠ 2x łańcuch o dł. ok 70 cm (Bricomarche)
♠ 4x kółko do kluczy (Bricomarche)
♠ 2x haki śrubowe z końcówką oczka- im większe tym lepsze (Bricomerche)




Obecnie jestem na etapie najprostszych tricków, ale mam nadzieję, że niedługo mój poziom będzie wyglądał tak:
Na wachlarze tez mam chrapkę, ale zobaczymy czy przeżyję starcie z poi.

~anything else

niedziela, czerwca 9

DIY#9 Bracelets

Aktualna sytuacja znacząco mnie dobija. Nie dość, że źle się dzieje wewnątrz, to na zewnątrz również. Osobiście wierzę, że uda mi się ogarnąć, lecz tejże wiary zabrakło mi w stosunku do ludzi. Zdarzenie nie jest najbardziej istotne, chociaż takie przypadki zdarzają się nazbyt często. Ludzie to bezmyślne kurwy, a Bóg jest hipokrytą. Dziękuję.

A teraz kilka bransoletek wyprodukowanych w ciągu ostatnich dni ;)




 + zostałam poproszona o tutorial do  postu http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy8-peace-necklace.html. Mam nadzieję, że jest to napisane w zrozumiały sposób, bo ja nie umiem pisać instrukcji :( Mam tez nadzieję, że się rozczytacie.



~anything else

wtorek, czerwca 4

DIY#8 Peace necklace

Znowu przyszedł czas by zganić siebie. Już tyle razy miało to miejsce, że chyba nie potrafię już wyciągnąć z tego żadnych wniosków. Cóż, mogę jedynie patrzeć jak sypie mi się przyszłość (bo nie prowadzę żadnych kroków prowadzących do jej najbardziej satysfakcjonującej wersji) oraz jak następuje synteza tkanek tłuszczowych zaraz nad warstwą znikomych, ale jednak istniejących mięśni. Niektórzy twierdzą, że piwna oponka to tez mięsień, więc dostałam to, czego oczekiwałam? Przynajmniej wynika jeden plus z tej sytuacji. Życie obdarzyło mnie naturalnym wzniesieniem idealnym to podtrzymywania tacy z żarciem. Hip-hip-hurra!
Pojutrze mamy pisać próbną maturę z biologii. Każdy neuron w mojej istocie szarej aż iskrzy z podekscytowania, że aż osłonki mielinowe nie wytrzymują tego napięcia. Bang. Żartowałam. Na razie mam wyjebane. Pozostaje mi jedynie w napięciu czekać aż sytuacja diametralnie się odmieni i 5 godzin przed rozpoczęciem zajęć zapragnę posiąść wszelka wiedzę jaka tylko jest ode mnie wymagana.  Mam jednak nadzieję, że w niedługim odstępie czasu po napisaniu tego posta moje międzymózgowie wykaże się nienaturalna aktywnością i ocknie się chociażby krzta mojego kurzego rozumku uświadamiając mi, że przecież spokojnie mogę olać te dwie noce i się przygotować. Po czym będę łazić jak przyćpana z syndromem Dr. House'a pod pachą: kuleć (gdyż zapewne znowu spadnę ze schodów, bo już zbyt długo owy incydent nie miał miejsca), mieć cały świat głęboko w dupie i być chamska dla większości wyspanego społeczeństwa, w tym tradycyjnie dla mHrocznych, którzy znowu będą jęczeć jaka to ja dla nich znowu jestem wredna... Życie, ludzie!
 Myślę, że nawet posiadając zerową wiedzę na tematy, które muszę zaliczyć, mogę spokojnie wyciągnąć 60%.
Taaak, zdecydowanie posiadam talent do motywowania swojej leniwej osoby. Nic, tylko iść spać i zdechnąć.

Jako, że moja podświadomość wymaga ode mnie, abym jak najdłużej odkładała naukę z biologii, to przychodzę dzisiaj do Was z naszyjnikiem.

Robiony na szybko z metalowej bransoletki, koralików oraz miedzianego drutu. 














 Nie dajcie się zwieść ciemnej strony mocy (ciemna strona mocy na dziś: obejrzenie do nowa wszystkich sezonów Dr House'a).


~anything else

sobota, czerwca 1

DIY#7 Wild bag

Pomimo, że w okresie w którym powstała ta torebka, panterka kojarzyła mi się z wytapetowanymi, tępymi plasticzkami, to o zgrozo, stanowiła mój ulubiony dodatek do czarnej bokserki i granatowych jeansów. Szyta również z nożem na gardle, bo chyba nic tak nie motywuje jak DEADLINE. Cóż...  Wieśniacka, futerkowa spódniczka z sh, przemieniała się w, dla niektórych również wieśniacką, futerkową torebkę. Przynajmniej sprawdzała się genialnie jako poduszka na przedmiotach niezwykle ciekawych i interesujących, których synonimem mógłby zostać ciąg liter: Zzzzz... Skupiając na niej wzrok można odnieść wrażenie, że jej właścicielka stoczyła morderczy bój z pluszową panterą po czym obdarła ją ze skóry. Mordować pluszaki, a to bestialstwo!


 

Nawet pod milutkim futerkiem może czaić się drapieżna bestia. Nie dajcie się zwieść.
~anything else

niedziela, kwietnia 21

DIY#4 Etiu na telefon- Domo Kun

Dzisiaj przedstawię Wan etui na telefon wykonane z filcu. Pomimo, że mój telefon osiągnął krytyczny poziom beznadziejności, pomieszanie zmysłów( w tym wypadku elektroniki) jak i licznych urazów mechanicznych, na szczęście jedynie odrapań i ukruszeń obudowy, to nic mu już nie pomoże przywrócić dawnej świetności. Hmm... chyba, że ubytki w tworzywie sztucznym powstałe na skutek licznych kolizji chodnik-telefon wypełniłabym modeliną, ale chyba aż tak zdesperowana nie jestem. O wadach mojego cuda techniki tj. LG BALI mogłabym się rozwodzić godzinami, ale i tak ogól cech skutecznie odpychających nie zbliżałby się w najmniejszym stopniu do końca. Więc, by nie narażać ludzi na widok zdezelowanego w sposób najzwyczajniej rozumiany telefonu powstały cudowne etui na telefon. Ochrona to już inna sprawa, bo czy można osiągnąć apogeum marności nad marnościami?
Dzisiaj Domo Kun - maskotka japońskiej stacji telewizyjnej.



~anything else

środa, kwietnia 17

DIY#3 Pudełko

Kolejna rzeczą jaka Wam przedstawię będzie w całości samodzielnie wykonane pudełko. Jest dość mocne (dopóki klej nie puści ;)).
Do jego wykonania posłużyły mi:
*talia kart
*3 okładki po brulionach
*taśma klejaca
*gruby, brązowy sznurek
*superglue
*nożyk do papieru




~anything else

sobota, kwietnia 6

DIY#1 Wieszak na biżuterię

W końcu się ogarnęłam by coś tutaj dodać. Jestem z siebie taka dumna. Chciałabym zacząć od dodania tych wcześniejszych diy, by potem wszystko mogło lecieć na bieżąco i w końcu zaczęło motywować mnie do roboty ;)

Dzisiaj przedstawię Wam stojak na biżuterię. 
Do jego wykonania użyłam:
* lalkę barbie
* drut
* czarny lakier
* koraliki
* kombinerki
* nożyczki



I jak? Warte to odrobiny wysiłku? ;)

~anything else