To była 7 rano. Cały świat był spowity lekką mgłą która niewinnie kołysała się nad ogrodami działkowymi numer 12. Słońce leniwie otulało korony drzew, tak samo niechętne do pobudki jak Ty sama. W tle rozpływał się obraz opuszczonego prosektorium, z powybijanymi oknami, zmurszałą podłogą i zdewastowanym stołem sekcyjnym w piwnicy. Zdawało by się, że nie chce ono dać o sobie zapomnieć, wieżyczką swą wychylając się poza drzewostany, ale nawet mgła pozornie nie chciała ujawnić jego tajemnic, okrywając go białą otuliną.
To była 7 rano. Budzik Twój wygrywał są symfonie od przeszło 3 godzin, a Ty jak zaklęta dalej spałaś w zaparte. Drzemka, drzemka, drzemka. Jeszcze tylko chwila, chwila, chwila... Aż w pewnym momencie przestałaś go dostrzegać, zwinnie, w półśnie wyłączając kolejne alarmy.
-Mamo, źle się czuję, nie idę do szkoły.
Ale tutaj nie było mamy. Nie było pełnej lodówki, czekającego, gorącego obiadu, teczki z rachunkami, które się w magiczny sposób same opłacały. Ale miałaś jedno, dziennik. Całe Twoje życie w stercie papieru o gramaturze 100g. A w nim pokreślone rubryczki i pełno komend podkreślonych czerwoną, podwójną linią, z ilością wykrzykników odpowiadającą priorytetowi wykonania danej rzeczy. Projekt, praca, uczelnia, egzamin, rachunki, jedzenie. Jak egzaminy i aspekty związane z pracą były codziennie, sumiennie wykreślane, tak opcja wyposażenia swojej lodówki przepisywana z dnia na dzień, tygodnia na tydzień. Co dzisiaj na śniadanie? hmmm... Mrożone powietrze? Jej, i tak chciałam schudnąć. Na wyposażeniu Twojej kuchni była jedna rzecz, której stan był stale kontrolowany. Magiczny napój bogów, uśmiech i siły życiowe w płynie. KAWA. Oj tak, nie wyobrażałaś sobie życia bez kawy. Mrożona, z mlekiem, cappuccino, kokosowe latte? Nie ważne. Ważne, że kawa. Promyk nadziei w ponury dzień. Jedyny motyw do wstania rano z łóżka. To nie tak, że nie lubiłaś swojego życia, pracy czy zajęć na uczelni. Po prostu bez kofeiny, to wszystko wydało się takie miałkie i w odcieniach szarości. O 7.30 w końcu zwlokłaś się z łóżka strudzona wcale zbawiennym snem i skierowałaś do "kuchni". Szybko włączyłaś czajnik elektryczny i sięgnęłaś po puszkę z kawą, ale... To był dzień w którym Twoje życie straciło sens. W pojemniku nie było kawy...
~anythingelse
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz