wtorek, kwietnia 23

Potrzebna śrubka do regulacji wszechświata.


Kolejny raz. Kolejny raz siedzisz oko w oko z największym Twoim wrogiem-samym sobą. Twój bezradny wzrok pałęta się po podłodze jakby chciał jak najdokładniej zamieść ją z wszelkich grzeszków czy poczucia winy. Bezkształtna masa Twoich negatywnych myśli hipnotyzuje. Coś w niej jest takiego, że jedyną potrzebą jaką odczuwasz w danej chwili jest skupianie na niej wzroku. Wodzisz nadzieją lekka jak piórko po przekrwawionych bruzdach Twojego jestestwa. Zgniłych pozytywów cmentarz. Bieżysz przed siebie dzielnie pokonując kolejne wzniesienia, życiodajny płyn wyszarpnięty z Twojej duszy przez ostrokrzew niczym gwiazdy shurikenu zatracone w pogoni za resztką Twojej wiary w siebie, kala Twoją skórę rażącą wyzbyciem się z winy. Upadasz. Twój świat ugina się pod ciężarem klęski . Z klątwą na ustach i najczystszym izotopem nadziei podnosisz głowę. Wspinasz się po stromych stopniach mechanizmu zatracania w porażce. Punkt. Widzisz go jedynie oczyma duszy, bo prawdziwe już dawno pokryte zostały mgłą mętną. Wiesz, ze tam jest. Musi być, bo zawsze tam był i będzie. To jest jedyna rzecz, której możesz być naprawdę pewien. Jedyna rzecz, o której tak naprawdę powinieneś wiedzieć. Jedyna, której istnienie w tym momencie jest logiczne. Wystarczy wyciągnąć rękę, włożyć ją w snop krzepiącego światła i posiliwszy się wspinać się dalej, aż do końca schodów jeżeli taki gdzieś istnieje. Nic poza tym. 





~anything else

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz