Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fashion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fashion. Pokaż wszystkie posty

wtorek, września 24

DIY#16 C'est loin le Paris? - cap


W ostatnim czasie wydarzyło się aż nazbyt dużo. Gdybym miała to wszystko opisać to pewnie wybijając kolejne litery na klawiaturze spędziłabym miesiąc. Może nawet więcej, bo posługując się licznymi synonimami czy wyrazami niezbyt rozpowszechnionymi w naszej powszechnej polskiej mowie można manipulować tak, że każde ze zdań ma inny wydźwięk a oznacza zupełnie to samo co miliony jego poprzedników.
Poznałam kilka osób, które zmieniły lekko moje postrzeganie świata, zasady, kryteria, wymagania, plany... Od początku wakacji, chociaż mam pewność, że ciągle to MOJE życie, towarzyszy mi uczucie, że stało się ono oksymoronem tego kim chciałabym być. Przestałam żałować decyzji, bo wiem, że robię to świadomie, a z konsekwencjami będącymi następstwem tego wszystkiego będę musiała się zmierzyć. I na ta walkę będę przygotowana.
Moja postawa forever alone została lekko rozchwiana dzięki czemu pozostaną miłe wspomnienia bez względu na resztę czynników. Śmiac mi się chce, gdy przypominam sobie liczne eskapady, czy wrześniowe nocowanie na plaży w namiocie, na działce czy moim własnym ogródku pod kocem mając kilka metrów od siebie nieświadomych rodziców. 
Liczne burze zaczęły omijać moje gniazdo, rodzice chyba zrozumieli, lub starają się zrozumieć, że osiągnęłam już wiek pełnoletności i należny mi się trochę wolności. Przestali mieć lub zelżały na sile ciągłe pretensje o moje późne powroty do domu czy częste wybywanie na miasto. 
Chociaż wiem, że to tylko czcza gadanina, a moje ideały są na stałe wszczepione w moje superego, to ciesze się, że tak wygląda moje życie. Dzisiaj to sobie dopiero uświadomiłam. Nie jest źle, ale może być jeszcze lepiej.

No to teraz czas na kolejne DIY . Potrzebowałam jakieś czapki z daszkiem, gdy dowiedziałam się, że praca nad morzem stała się czymś realnym. Nie miałam wielkich wymagań. Wystarczyło podbicie do pierwszego stoiska na targowisku miejskim i za cenę 8 złotych czapka stała się moja własnością.
Jednak była jakaś bez wyrazu. Pod wpływem chwili wyciągnęłam farby akrylowe i nie zważając na fakt, że nie mam żadnego pędzla, który byłby dobry do malowanie cienkich linii jak i mając świadomość ich wątpliwej jakości nabazgrałam to:


Mam świadomość, że będę to musiała poprawić, gdy tylko dostane w swoje ręce znacznie cieńszy pędzel od tych. które posiadam.

Jak Wam się podoba efekt końcowy?

~anything else

czwartek, sierpnia 15

DIY#14 Vanity case\ make up bag

Mogłabym stwierdzić, że wszystko straciło sens. Przesypianie 80% z doby, brak poczucia głodu, psychika unosząca się w stanie nieważkości. Szlug za szlugiem i nie wiadomo co dalej. Wakacje...
Nie było mnie tutaj z półtora miesiąca, miesiąc spędziłam w pracy, kolejny tydzień przeznaczony był na relaks na Woodstocku, a reszty z życia nie pamiętam. Po prostu to przespałam, przepaliłam i chociażbym ciągle zastanawiała się nad motywami takiego a nie innego zachowania skrajnie przypominającego objawy depresji to kurwa nie wiem, po prostu kurwa no nie wiem! Jestem na siebie wkurzona, ale to chyba nie ma znaczenia, bo w końcu wstałam z łóżka, w końcu moja blokada została dezaktywowana i w końcu coś robię.

Z pewnością jeszcze napisze coś o moim miesięcznym statusie kobiety pracującej, bo uważam, że takie informacje mogą się przydać komuś, kto myśli o podjęciu pracy sezonowej nad morzem. 
Pewnie pojawi się tez wątek o chlaniu, jaraniu i dupy pokazywaniu - panie, panowie: Woodstock <3. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak jak i na wszystko. 

Jest tylko jedna rzecz, którą chciałabym zaznaczyć: było zajebiście! Pomimo wszelkich narzekań, krzywych akcji i innych tego typu, pewnym jest, że dobrze zapamiętam te wakacje. Osiemnaste wakacje w życiu...

A teraz do rzeczy. 


Pokażę Wam dzisiaj kosmetyczkę, czy też walizkę zrobioną specjalnie na wyjazd do pracy. Powstała z moich ulubionych jeansów, w które się oczywiście nie mieszczę i pomimo, że żal mi tyłek ściskał z tego powodu, nadal były za małe... 

PRZED
 PO





Tęskniliście?
~anything else


 

wtorek, czerwca 25

DIY#11 Black&gold dress

Kolejny motyw "właśnie uciekłam przed krwiożerczą pluszowa panterą, która obdarłam ze skóry kilka wpisów temu". Tym razem czarna sukienka z rozcięciami podszyta złotym materiałem. Tradycyjnie szyta kilka godzin przed sylwestrem, lecz nie tym ubiegłorocznym, którego całego planu event'u jeszcze nie zgłębiliśmy, gdyż ciągle ujawniają się nowe okoliczności i wydarzenia, lecz tego jeszcze wcześniejszego, którego z kolei noc mogłaby jak dla mnie przestać istnieć.



Kolejna robiona na szybko. Kolejna męska koszula.  Nie jestem z niej specjalnie zadowolona, ale no trudno...



Ile razy można opadać i się podnosić. Ile razy sukces może być jednocześnie klęską? Ile jeszcze godzin syntezy kortyzolu wytrzyma mój układ nerwowy? Dlaczego moja przysadka domaga się osłabienie wpływu hormonu stresu na mój organizm za pomocą nikotyny? Osłabienia wpływu, zahamowania wydzielania? Nie wiem, za głupia jeszcze na to jestem i kto wie czy kiedykolwiek się to zmieni.  Ktoś mógłby posądzić mnie o wielokrotne powtórzenia, ale znowu czuje ten strach. Niby nic, bo zresztą kto nie umie opchnąć ludziom gumy do żucia, ale znajdę się w nowej sytuacji i kto wie czy okaże się ona korzystną. Wiele się teraz słyszy, więc jakby co, odwiedzajcie mnie w burdelu w Berlinie ;) Nic praktycznie jeszcze nie uszyłam, bo to remont pokoju, to pokaz, to picie, to gra, to cokolwiek. Czuje się jak zawsze zawiedziona, ale chyba już na tyle się do tego przyzwyczaiłam, że mogę stwierdzić: jebać to.
W sobotę miałam okazje brać udział w teatrze ognia. Co prawda, będąc jedynie statystką, stałam na mostku jak sierota i trzymałam dwie, już po kilku minutach tlące się pochodnie. W tym momencie jedynie mnie to zainteresowało. Jednak, gdy pewna osoba zaczęła o tym opowiadać coś więcej, stwierdziłam, że to będzie fajna alternatywa dla kółka teatralnego i zajęć breakdance za którymi, że się tak kolokwialnie wyrażę, w kurwę tęsknię. Taniec z płonącymi wachlarzami, plucie ogniem, zabawa poikami czy płonącym kijem wraz z gimnastyką i akrobatyką coraz bardziej wżera mi się w top10 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. To dużo pracy, ale efekt jest niesamowity, wynagrodzenia też są  spoko, akurat na zakup profesjonalnego sprzętu. Wada? Mogę stracić moje już praktycznie nieistniejące włosy, albo spalić sobie twarz. O dziwo, mama na mieść o moim zaintrygowaniu kuglarstwem nie stwierdziła: dupę sobie podpal, tylko uznała, że to jest całkiem dobry pomysł. Ej, ej, ej! No po prostu kurwa nie wierzę. Co się dzieje z tym światem?

~anything else

środa, czerwca 19

DIY#10 Pink waistcoat


 Metamorfoza spódniczki, którą nosiłam będąc w wieku 6-8 lat w kamizelkę. You're welcome!




Niezwykle artystyczny (widać, ze dziecko to rysujące ma problemy) obraz metamorfozy spódniczki  należącej do rozsądnych gabarytów dziecka ( nie mogło być inaczej skoro moje B się zmieściło). Musicie mi wybaczyć, że moja twórczość swoim wyglądem przywdziewa na myśl bazgroły przedszkolaka, lecz argumenty którymi się posłużę wykażą, że jest to całkowicie zrozumiałe zważywszy na obecne warunki. 
Argument 1. Jest gorąco jak cholera (a biorąc pod uwagę, że przy -10 stopniach potrafię iść na miasto w bluzie i uparcie zaprzeczać, że nie pizga złem; jeden jedyny raz całkowicie zapięłam kurtkę zimową- było to kiedy termometry wskazywały -25 stopni i była taka zawieja, że widoczność wynosiła pół metra, oczywiście jeżeli komukolwiek udało się otworzyć oczy wcześniej osłoniwszy je kevlarową tarczą, ew. ręką przed zlodowaciałym istnym nasieniem szatana; kiedy rozpoczynają się marcowe roztopy, a tłumy dumnie podążają  w nieznane jeszcze w zimowych kurtkach, mnie, jako wyjątek od reguły często można ujrzeć w koszulce na ramiączkach skupiająca spojrzenia przechodniów), więc zastanówcie się co ja muszę czuć przy +30 stopniach?!
Argument 2. Woda jest za daleko, co skutecznie sprawia, ze zaraz uschnę.
Argument 3. Jest gorąco jak cholera.
Argument 4. Tak. 
 

Muszę jeszcze wspomnieć o nazbyt niszczycielskiej i ratującej moje życie nowinie, która nie tylko odmieni moją kalecką męczarnie na tym padole, ale może i również Wasze życie ;o  Zaintrygowani?  No to musicie poczekać do kolejnego wpisu ;)

~anything else

sobota, czerwca 1

DIY#7 Wild bag

Pomimo, że w okresie w którym powstała ta torebka, panterka kojarzyła mi się z wytapetowanymi, tępymi plasticzkami, to o zgrozo, stanowiła mój ulubiony dodatek do czarnej bokserki i granatowych jeansów. Szyta również z nożem na gardle, bo chyba nic tak nie motywuje jak DEADLINE. Cóż...  Wieśniacka, futerkowa spódniczka z sh, przemieniała się w, dla niektórych również wieśniacką, futerkową torebkę. Przynajmniej sprawdzała się genialnie jako poduszka na przedmiotach niezwykle ciekawych i interesujących, których synonimem mógłby zostać ciąg liter: Zzzzz... Skupiając na niej wzrok można odnieść wrażenie, że jej właścicielka stoczyła morderczy bój z pluszową panterą po czym obdarła ją ze skóry. Mordować pluszaki, a to bestialstwo!


 

Nawet pod milutkim futerkiem może czaić się drapieżna bestia. Nie dajcie się zwieść.
~anything else

czwartek, maja 30

DIY#6 Cobalt dress

Kobieta potrafi spędzić naprawdę dużo czasu w poszukiwaniu idealnej sukienki. Lecz co zrobić, gdy wyderzenie to ciągle odwleka czas... Trzeba sobie radzić, bo przecież pokazać się w byle czym - tak nie przystoi. Z pomocą przyszedł mi second hand i kobaltowa męska koszulka polo, standardowo maszyna do szycia, igła, nitka i koraliki. Nadszedł czas na akt stworzenia.
Czując nóż na gardle, bo przecież kreację jej zaczęłam zaraz po piątkowych zajęciach, żyjąc nadzieją, że uda mi się ją wykonać do godziny 18, o której to impreza, a uściślając połowinki, miały się odbyć. Reasumując 3.80zł za koszulę + 6zł za koraliki= sukienka za niecałe 10 zł. I jak tu nie kochać życia? ;)

Before:
 

 After: 
 ▲ bransoletka wykonana             A tak prezentuje się sukienka
 również chwile przed               na mnie ;)



~anything else

sobota, kwietnia 13

DIY#2 Gold skirt

Znowu nic mi się nie chce. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam, co jest dla mnie tym bardziej żałosne. Przychodzę dzisiaj do Was ze złota spódniczka szytą z nożem na gardle niespełna 5 godzin przed imprezą sylwestrową. Powstała ona z ogromnej złotej koszuli zakupionej kiedyś w sh.





Postaram się teraz częściej dodawać posty. Mam już tyle pomysłów... 

~anything else