Kolejna robiona na szybko. Kolejna męska koszula. Nie jestem z niej specjalnie zadowolona, ale no trudno...
Ile razy można opadać i się podnosić. Ile razy sukces może być jednocześnie klęską? Ile jeszcze godzin syntezy kortyzolu wytrzyma mój układ nerwowy? Dlaczego moja przysadka domaga się osłabienie wpływu hormonu stresu na mój organizm za pomocą nikotyny? Osłabienia wpływu, zahamowania wydzielania? Nie wiem, za głupia jeszcze na to jestem i kto wie czy kiedykolwiek się to zmieni. Ktoś mógłby posądzić mnie o wielokrotne powtórzenia, ale znowu czuje ten strach. Niby nic, bo zresztą kto nie umie opchnąć ludziom gumy do żucia, ale znajdę się w nowej sytuacji i kto wie czy okaże się ona korzystną. Wiele się teraz słyszy, więc jakby co, odwiedzajcie mnie w burdelu w Berlinie ;) Nic praktycznie jeszcze nie uszyłam, bo to remont pokoju, to pokaz, to picie, to gra, to cokolwiek. Czuje się jak zawsze zawiedziona, ale chyba już na tyle się do tego przyzwyczaiłam, że mogę stwierdzić: jebać to.
W sobotę miałam okazje brać udział w teatrze ognia. Co prawda, będąc jedynie statystką, stałam na mostku jak sierota i trzymałam dwie, już po kilku minutach tlące się pochodnie. W tym momencie jedynie mnie to zainteresowało. Jednak, gdy pewna osoba zaczęła o tym opowiadać coś więcej, stwierdziłam, że to będzie fajna alternatywa dla kółka teatralnego i zajęć breakdance za którymi, że się tak kolokwialnie wyrażę, w kurwę tęsknię. Taniec z płonącymi wachlarzami, plucie ogniem, zabawa poikami czy płonącym kijem wraz z gimnastyką i akrobatyką coraz bardziej wżera mi się w top10 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. To dużo pracy, ale efekt jest niesamowity, wynagrodzenia też są spoko, akurat na zakup profesjonalnego sprzętu. Wada? Mogę stracić moje już praktycznie nieistniejące włosy, albo spalić sobie twarz. O dziwo, mama na mieść o moim zaintrygowaniu kuglarstwem nie stwierdziła: dupę sobie podpal, tylko uznała, że to jest całkiem dobry pomysł. Ej, ej, ej! No po prostu kurwa nie wierzę. Co się dzieje z tym światem?
~anything else

fajna sukienka ;)
OdpowiedzUsuńJest takie powiedzonko wśród ludzi siedzących w samorozwoju: Nie ma progresu w strefie komfortu. Jasne, że teraz się boisz, ale będziesz się świetnie bawić i nauczysz się masy nowych rzeczy.
OdpowiedzUsuńI nie spal sobie pyszczka, bo całkiem przyjemny jest. ;)
P.S. Co jeszcze masz na liście "top10 rzeczy do zrobienia przed śmiercią"? :)
Ciekawa jestem czego mogę się nauczyć stojąc w pizgawicy i sprzedając gumę... no cóż...
UsuńNa tej liście m.in. jest skok ze spadochronem, bungee, paralotnia czy spontaniczne wyjście na scenę w klubie ze striptizem :> yolo ;p
Nauczysz się marketingu, dowiesz się co nieco o kontaktach międzyludzkich... Więcej tego niż myślisz. :) No i proszę, już jesteś o krok bliżej spełnienia marzenia, tylko jeszcze nie ta guma. ;)
UsuńBardzo fajny pomysł i efekt końcowy ;)
OdpowiedzUsuń