Kolejny akapit rozpocznę faktem, że wciągnął mnie świat gofrów. W swoją otchłań, a dokładniej do miski pełnej ciasta przeznaczonego do wyrobu tegoż deseru. Do tej pory nie mogę się pozbierać, by dokładnie wyczyścić moją bransoletkę, w której "pozostały pozostałości" (taa, idealnie) po mojej przyszłej pracy. Chociaż szczerze powiedziawszy, bardziej troszczymy się o mycie dosłownie WSZYSTKIEGO płynem do szyb aniżeli serwowaniu usług gastronomicznych, czyli lody, gofry i kawy. Spadła jedna jagódka? Pogotowie sprzątające już nadchodzi, najpierw trzeba zamieść, potem wymyć mopem cała podłogę, potem umyć pojemnik z którego ona wypadła oraz blat stołu, bo możliwym jest, że w trakcie swojej podroży przez sekundę miała z nim kontakt. Diamentowe standardy. Ta podłoga bardziej nadawałaby się do konsumpcji niż nasze gofry, bo to w nią wkładamy najwięcej serca. To co, że klienci czekają, podłoga musi być czysta, to co, że ten stolik był myty 4 razy w ciągu 10 minut i nikt jeszcze przy nim nie siedział, masz chwilę? to go umyj, bo szef ciągle patrzy.
Ja myje on się patrzy, jego wzrok parzyyyyyy.
Ja smażę on się patrzy, jego wzrok parzyyyy.
Jako, że to ostatnie dni spokoju przed przed-maturalnym stresem wydaje mi się, że powinno być więcej DIY. Początkowo miała to być kosmetyczka, potem zabrałam ja na studniówkę jako kopertówkę, a na dniach dorobię jej pasek i będę bujać się wraz z nią po mieście. Wybaczcie hm, "brudne" zdjęcia, ale ona obłazi dosłownie wszystkim i niemożliwym jest jej perfekcyjne wyczyszczenie, bo już ułamek sekundy po akcie cleanizacji jest... oblaźnięta (nie znam lepszego słowa). Dlatego też, będę ją ubierać tylko wieczorami aby nikt tego faktu spostrzec nie zdołał. I tak będę miała życie tylko wieczorami, więc...
Zwykła, prosta. I jak?
~anythingelse





