piątek, stycznia 10

Czy się uda?




Przez pewien okres czasu myślałam, że jestem osobą, która już zdobyła określenie swojego istnienia. Jednak ciągle pozostawało to niepełne, bezwładnie porzucone w przestrzeni, pełne strachu, obfitujące w niemoc a zarazem nieopisane pragnienie określenia. Myśląc o ogółach całkowicie zostało zatracone postrzeganie szczegółów. Ta powaga postawienia kropki nad "i" została zsunięta na tor boczny, gdzie czekała na zainteresowanie. Od czasu kiedy mój sposób myślenia opierał się na jak  najzgrabniejszym wykaligrafowaniu tegoż spojnika szczyt góry ku któremu podążam określał się znakiem zapytania. Nie wiadomo było gdzie jest i jaka stromością się on charakteryzuje. więc jak mamy dążyć do czegoś, do wspięcia się na mistyczną górę, dosięgnięci szczytu, skoro nieopisane zostało czy dany wierzchołek istnieje. Nie musza go pokazywać na fotografiach, nie musi być zawarty na żadnej z map, lecz to jego miejsce w naszym sercu ma największe znaczenie, to czy potrafimy w niego uwierzyć, dosięgnąć go oczami wyobraźni, namalować, stworzyć, wyrzeźbić, pchnąć go ku istnieniu. Na to chyba przyszedł najbliższy czas. To jest najwłaściwszy moment by wyzbyć się wszystkiego co zbędne, obaw, strachu, mar przeszłości i pozostawić w umyśle surową wersję idei dosięgnięcia naszego własnego szczytu, która przy odpowiedniej pielęgnacji stanie się bardziej wartościowa niż diament. 

ja nie poddam się na stracie
całe życie płynęliśmy jak na fali tak na farcie


Nowy rok przygotował dla mnie prawdziwą ekspansję przeszkód. I tym razem patologicznych odprysków skutków nie da rady zamalować jedna warstwą szarej farby pozornej normalności. 



Jak się jebie, to wszystko

i gdzie jest wtedy zdrowy rozum. 


W końcu zrodził się u mnie motyw do znalezienia tej kropki nad "i". Przyznam, że poniekąd było to za sprawą jednego z blogów, na którego ostatnio natrafiłam.Nie będę się rozwodzić więcej na ten  temat, chociaż zachęcam do odwiedzenia.



Link podaję Wam tutaj: 





Jeżeli chcecie się przyjrzeć problemowi prokrascynacji z bardziej naukowej strony czy dowiedzieć się jak zwiększyć motywację i pewność siebie musicie koniecznie odwiedzić ten kanał:




Mam świadomość, że większość ludzi boryka się z brakiem motywacji, niewiarą we własne siły. Myślę, że ten film powinien Wam uzmysłowić coś niezwykle ważnego. Jest on naprawdę warty uwagi i myślę, że te 20 minut będzie jednymi z tych lepiej zainwestowanych. 



+ na koniec




~anything else

wtorek, listopada 26

DIY#19 18th birthday gift

Znowu czuję się jakbym szybowała w niebycie. W chaosie nie da się myśleć, chaos jest zaprzeczeniem wszelkich zasad, wszelkiego bytu. Chaosu trzeba się pozbyć. Lecz czy da rade to zrobić, jeżeli zarówno to co nas otacza jak i my sami jesteśmy definicją chaosu. Czy mamy się pozbyć sami siebie? Czy lepiej jest starać się zniwelować chaos zawarty w naszym otoczeniu by potem prowadzić walkę z samym sobą?
Trzeba posprzątać w pokoju. Wywaliłam wszystkie rzeczy z szafy na podłogę. Tego było za dużo, by móc się tego podjąć. Najrozsądniejszą rzeczą było iść zapalić, kolejno- zatopić się w objęcia morfeusza. Po trzech godzinach wcale zbawiennego snu nękały mnie myśli poczucia winy, czułam silna motywację by coś z tym zrobić i wiedziałam, że apogeum motywu pomocy samej sobie jest teraz zbawienne i pomoże mi, obudziłam się po kolejnych pięciu godzinach. Było już za późno na ingerencje w perturbację, więc poszłam zapalić szluga. Nastał ranek. Jako, że mętlik zarówno rzeczy martwych jak i tych wydających się żywą energią podpiętą pod definicje myśli przerażał mnie swoja potęgą nasunęła mi się pewna myśli: nie ma sensu iść do szkoły, skoro mam burdel w pokoju, Tak tez zastało. Po kolejnych pięciu godzinach zaczęło mnie coś trawić od środka. Pretensje, wyrzuty sumienia? Nie, trzeba iść zapalić, a jako, że bezwład nie chciał udostępnić mi paczki fajek, którą zamknął w swoich czeluściach, koniecznym było wyprowadzenie mu wojny i prze lokowanie stajni Augiasza na moje łóżko. Znalazłam szlugi, Teraz nie mam gdzie spać. Cholera.

Dzisiaj pokażę Wam ciekawy pomysł na prezent z okazji 18. urodzin. Można go samemu wykonać, a kwota nie jest porażająca, mnie wyniosła 5 złotych na 2 modele tego typu. Niestety nie mam zdjęć "przed", "w trakcie" oraz "po", gdyż faktem oczywistym jest, że robiłam to na ostatnia chwilę i nawet w domu nie miałam czasu by zrobić sesje mojemu dziełu. Pozyskałam tylko zdjęcie jednej lalki, gdyż pierwsza nie wytrwała całej godziny na imprezie. Jakby ktoś się uparł na wersję "krok po kroku", postaram się takową zrobić. 

Panie, Panowie:


~anything else

niedziela, listopada 24

DIY#18 Halloween make-up.

Wiem, że umarłam. Chciałam zagrać w grę, ale zanim się zorientowałam, że już pędzę w wyścigu na ekranie pojawił się napis GAME OVER. I co? Wszystko się skończyło. Od tej pory szybowałam w bezkształtnym wszechbycie, nie wiem ile czasu, nie wiem co robiłam, nie wiem czy żyłam. Setny już chyba raz siadam na parapecie, zaciągam się szlugiem i myślę sobie: koniec tego dobrego. Trzeba się w końcu wziąć za siebie. Tak było wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, wcześniej, wcześniej, wcześniej, a matura za pasem. Cieszy mnie niezmiernie ten fakt. Mogę nawet stwierdzić, że w takim stopniu jestem szczęśliwa z tego powodu, że zupełnie naturalnie woziłabym się po mieście z papierową torbą by móc na przemian inhalować się nią i dzielić się moim obiadem. Fantastycznie. Albo przesypiam 3/4 z doby albo nie śpię tydzień, co skutkuje tym, że czuję się tak jak wyglądam, a mianowicie jak pogniecione gunwo, z workami pod oczami, do których zupełnie na luzie mogłabym napakować kilogram ziemniaków. Tak, tak, tak, znowu użalam się nad moim losem i znowu aż mnie skręca, żeby napisać, że to nie jest moja wina. To prokrascynacja! Na krzyż ją! itp. itd. Ale... bądźmy realistami. Jestem jaka jestem i choć zauważyłam poprawę w moim nastawieniu do ludzi, bo nie hejtuję już każdego spotkanego typa udowadniając mu tym samym, że jest najniższą formą życia (wiem, kochana ze mnie istotka) to nie mogę z siebie wykrzesać energii, która pozwalałaby mi wykonać czynność bardziej skomplikowaną niż palenie szluga.

Jest niedziela. Pamiętam początek piątku i teraz. Pamiętam piątkowy wieczór i sobotni ranek jak wracałam do domu. Gdzie się podziała sobota? No pięknie. 

Nie wiem czemu jestem takim złym człowiekiem i lubię każdemu konstruktywnie ubliżać. Nie wiem czemu lubię sobie wymyślać krótkoterminowe misje (może tylko tyle wytrzymam w postanowieniu?). Nie wiem czemu lubię grać w gry, nie wiem czemu lubię gdy mój rozmówca jest zagubiony, skrępowany czy spuszcza wzrok, nie wiem co się dzieje, nie mam pojęcia co się stało.

A teraz, odnośnie tematu o złych ludziach jak i graniu w gry: mój Halloweenowy make-up. Już się zorientowałam, że zaspałam z postem.





~anythingelse

poniedziałek, października 28

DIY#17 DII lighter


" Zanim umrzesz upewnij się, że żyłeś"

Bo tak właśnie powinno wyglądać nasze życie, nie ograniczone tylko na jeden aspekt, lecz pełne wyzwań w każdej dziedzinie. Powinniśmy znaleźć czas nie tylko na naukę, ale pasje jak i zwykły chillout.

Nie wiem czy tylko mój własny, prywatny świat, z którego sieroty bez własnej tożsamości, z zerową ambicją, bez polotu i finezji robią dom publiczny, mogę nazwać schizopolis, czy to jest zupełna norma wyobraźamia sobie tego padołu łez przez większość homo sapiens sapiens, czy też neandertalczyków, bo jak wiadomo naukowcy nie wykluczają, że mogą stąpać jeszcze po świeciey  potomkowie tego gatunku. Super, w takim razie już znam drzewo genealogiczne połowy pełnoletniej dzieciarni z mojego miasta. Tytuł w końcu do czegoś zobowiązuje... Może zamknijmy temat niższych form życia. 

"Nie wiem jak Ty, ale ja śmiem twierdzić, że nałóg jest zły, bo trzyma na uwięzi."


Jako osoba zakochana w rapie, uwielbiająca twórczość Słonia, jarająca się niesamowicie jego nową płytą "DII", chociaż nie pszesłuchała ani jednego z niej utworu, bo chce to zrobić " na legalu" mając w swoim posiadaniu nowiutką płytę (tak, wiem, jestem szalona) oraz nie wyobrażająca sobie przebrnięcia przez muł tego świata bez szlugów, chociaż ostatnimi czasy spalenie całego mentola to nie lada wyczyn (powinnam rzucić to w cholerę, ale patrząc z logicznego punktu widzenia, to co ja będę robić, gdy nie będzie chciało mi sie uczyć?!) takim oto sposobem stworzyła zdanie wielokrotnie złożone, którego wykres przedstawia się następująco: (...). Fascynujące? A jakże.

Jestem osobą, która lubi fajne gadżety. A co dla palacza jest nieodłącznym wyposażeniem torebki/ kieszeni (zależy, czy mam dość pojemną kieszeń by zmieścić w niej szlugi i nie wyglądało to tak, jakbym miała fajki w kieszeni)? Zapalarkę :) Więc lakier do paznokci poszedł w ruch i w ten oto sposób powstał oryginalny nadruk na zapalniczce.

 

~anything else


wtorek, września 24

DIY#16 C'est loin le Paris? - cap


W ostatnim czasie wydarzyło się aż nazbyt dużo. Gdybym miała to wszystko opisać to pewnie wybijając kolejne litery na klawiaturze spędziłabym miesiąc. Może nawet więcej, bo posługując się licznymi synonimami czy wyrazami niezbyt rozpowszechnionymi w naszej powszechnej polskiej mowie można manipulować tak, że każde ze zdań ma inny wydźwięk a oznacza zupełnie to samo co miliony jego poprzedników.
Poznałam kilka osób, które zmieniły lekko moje postrzeganie świata, zasady, kryteria, wymagania, plany... Od początku wakacji, chociaż mam pewność, że ciągle to MOJE życie, towarzyszy mi uczucie, że stało się ono oksymoronem tego kim chciałabym być. Przestałam żałować decyzji, bo wiem, że robię to świadomie, a z konsekwencjami będącymi następstwem tego wszystkiego będę musiała się zmierzyć. I na ta walkę będę przygotowana.
Moja postawa forever alone została lekko rozchwiana dzięki czemu pozostaną miłe wspomnienia bez względu na resztę czynników. Śmiac mi się chce, gdy przypominam sobie liczne eskapady, czy wrześniowe nocowanie na plaży w namiocie, na działce czy moim własnym ogródku pod kocem mając kilka metrów od siebie nieświadomych rodziców. 
Liczne burze zaczęły omijać moje gniazdo, rodzice chyba zrozumieli, lub starają się zrozumieć, że osiągnęłam już wiek pełnoletności i należny mi się trochę wolności. Przestali mieć lub zelżały na sile ciągłe pretensje o moje późne powroty do domu czy częste wybywanie na miasto. 
Chociaż wiem, że to tylko czcza gadanina, a moje ideały są na stałe wszczepione w moje superego, to ciesze się, że tak wygląda moje życie. Dzisiaj to sobie dopiero uświadomiłam. Nie jest źle, ale może być jeszcze lepiej.

No to teraz czas na kolejne DIY . Potrzebowałam jakieś czapki z daszkiem, gdy dowiedziałam się, że praca nad morzem stała się czymś realnym. Nie miałam wielkich wymagań. Wystarczyło podbicie do pierwszego stoiska na targowisku miejskim i za cenę 8 złotych czapka stała się moja własnością.
Jednak była jakaś bez wyrazu. Pod wpływem chwili wyciągnęłam farby akrylowe i nie zważając na fakt, że nie mam żadnego pędzla, który byłby dobry do malowanie cienkich linii jak i mając świadomość ich wątpliwej jakości nabazgrałam to:


Mam świadomość, że będę to musiała poprawić, gdy tylko dostane w swoje ręce znacznie cieńszy pędzel od tych. które posiadam.

Jak Wam się podoba efekt końcowy?

~anything else

piątek, sierpnia 23

DIY#15 Moneybox

Mogłabym się zdziwić. Gdybym chciała, ale wszystko zostało rozegrane tak, że gałki oczne wychodzące ze swych oczodołów i usta uformowane w kształt litery "O" są wręcz dziwną reakcją. Ostatnimi dniami wyczystko toczy się aż nazbyt płynnie i lekko, bez wymuszenia czy chwili postoju. Trzeba korzystać z okazji, mówią, mówili i będą mówić, niezależnie gdzie się znajdę ani w jakich warunkach. Bo zawsze znajdzie się jakiś powód, jakiś mur do przeskoczenia, za którym czeka następny level, z lepsza grafiką, wyższym skillem i liczniejszą liczbą platform. Nawet gdy siedzimy w dołku, możemy odwrócić sytuację tak, by choć trochę z niej uszczknąć. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie na end'u bez szczątkowego happy end'u. 

Ostatnio dziwnym trafem zaczęłam wychodzić z domu. I rano i po obiedzie, a wieczorami to już wiadomo. Kilka ulic dalej toczy się hipisowska komuna. Wiadomo, piwko, fajeczka, trawka co dzień od Woodstocku. Nie rozumiem jak to jest wracać do domu, a wylądować w naszym wypizdówku na przeszło 3 tygodnie, bez żadnych z góry ustalonych możliwości noclegu, mieszkając tam, gdzie jest uprzejmy Pan czy tez Pani domu, bo przecież do domu kilka setek kilometrów. 
Nie mam pojęcia co się stało z tymi wakacjami. Przepłynęły mi miedzy palcami. miałam uprawiać sport, uczyć się, czytać, szyć... Rzeczywistość? Codziennie czuje się pognieciona, jakby ostatnia domówka przypadała na każdy wieczór minionych tygodni. To co się tam działo zniszczyło mi skrawek jeszcze dobrze działającej psychiki.  Zjechała się psiarnia (nie policja, tylko psiarnia), kibel się zatkał i zalał kilka pomieszczeń, wszędzie jak i na każdym znajdowały się przyklejone podpaski, wszędzie porozlewane piwo zmieszane z jedzeniem, goście w samych bokserkach i spodniach od piżamy zawiązanych na szyi jako krawat, urządzili sobie kacowy spacerek do kościoła, w którym będąc prosili księdza o udzielenie im homoseksualnego małżeństwa. Serio?
Kilka grilli, nowych znajomości, co u mnie jest rzeczą wręcz abstrakcyjną, i miliony przeznaczone na chlanie. Dzisiaj w nocy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na wyjazd nad morze, bo kolega ogarnął domek za darmo. Dwa dni chlania i baletów. To co, że nawet nie znam tych ludzi, jedynie jednego kolegę, ale z chęcią bym pojechała, gdyby nie ten hajs, a skołować przynajmniej jednego Władka w jeden poranek jest rzeczą awykonalną.
Chyba jeszcze do tej pory nie doszło do mnie, że moja wypłata już nie spoczywa na dole skarbonki. Cały mój budżet znalazl sobie wygodne lokum na kontach bankowych prywatnych sprzedawców. Bo to iPhone, to airmaxy, ubrania, słuchawki, biżuteria, plecaki, Woodstock... Pieniądze zdecydowanie się mnie nie trzymają...

A gdyby się trzymały, to znajdowałyby się z pewnością w tej oto skarbonce:


PRZED:
Nie posiadam lepszych zdjęć przed. Kuferek był cały w kolorze brzoskwiniowym, a na jego ściankach, w miejscu, gdzie obecnie znajdują się kawałki starej mapy znajdowały się urocze wzory w słoniki, żyrafy i tygryski. Dla mnie, zdecydowanie zbyt urocze. 

~anything else

czwartek, sierpnia 15

DIY#14 Vanity case\ make up bag

Mogłabym stwierdzić, że wszystko straciło sens. Przesypianie 80% z doby, brak poczucia głodu, psychika unosząca się w stanie nieważkości. Szlug za szlugiem i nie wiadomo co dalej. Wakacje...
Nie było mnie tutaj z półtora miesiąca, miesiąc spędziłam w pracy, kolejny tydzień przeznaczony był na relaks na Woodstocku, a reszty z życia nie pamiętam. Po prostu to przespałam, przepaliłam i chociażbym ciągle zastanawiała się nad motywami takiego a nie innego zachowania skrajnie przypominającego objawy depresji to kurwa nie wiem, po prostu kurwa no nie wiem! Jestem na siebie wkurzona, ale to chyba nie ma znaczenia, bo w końcu wstałam z łóżka, w końcu moja blokada została dezaktywowana i w końcu coś robię.

Z pewnością jeszcze napisze coś o moim miesięcznym statusie kobiety pracującej, bo uważam, że takie informacje mogą się przydać komuś, kto myśli o podjęciu pracy sezonowej nad morzem. 
Pewnie pojawi się tez wątek o chlaniu, jaraniu i dupy pokazywaniu - panie, panowie: Woodstock <3. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak jak i na wszystko. 

Jest tylko jedna rzecz, którą chciałabym zaznaczyć: było zajebiście! Pomimo wszelkich narzekań, krzywych akcji i innych tego typu, pewnym jest, że dobrze zapamiętam te wakacje. Osiemnaste wakacje w życiu...

A teraz do rzeczy. 


Pokażę Wam dzisiaj kosmetyczkę, czy też walizkę zrobioną specjalnie na wyjazd do pracy. Powstała z moich ulubionych jeansów, w które się oczywiście nie mieszczę i pomimo, że żal mi tyłek ściskał z tego powodu, nadal były za małe... 

PRZED
 PO





Tęskniliście?
~anything else


 

poniedziałek, lipca 1

DIY#13 Bag with tassles

To ja! No bo w sumie któż by inny... Nikt nie ma mojego hasła, nikt ze znajomych nawet nie wie o istnieniu tego bloga. Tak bardzo dyskrecja (i w tym momencie język polski robi potrójne salto w grobie).
Jak możecie się domyśleć, po tym, że nad morzem miałam nie mieć internetu, a właśnie piszę tę notkę, siedzę w domu! Odrzuciłam jakże cudowne możliwości rozwoju przy sprzedaży gumy do żucia za 5 złotych (5 ZŁOTYCH!), na rzecz niepewności związanej z inna pracą, której warunki po porównaniu do bycia królową poliizobutylenu (polimer z którego produkowana jest guma do m.in. Orbit) wydają się być iście królewskie. Tyle hajsu! Tyyyyyle! Może nawet nie umrę z głodu :)

A teraz czas na gwiazdę wieczoru (która ma zamek nie pod kolor, bo nie miałam innego, ale to szczegół, pokoloruje się :D):  torebka, która była wcześniej nieudaną torebką, która była wcześniej spódnicą! WTF?



A teraz czas na ogłoszenia parafialne! Nie ważcie mi się nawet wyjść, tak ja to robicie w kościele. Ja wszystko widzę. Mam trzecie oko, ale nie takie ciemieniowe, reagujące na promieniowanie jak gady. O! I trzecią powiekę tez mam, ale to chyba żaden wyczyn, bo każdy z Was też może się nią pochwalić. No kurde, nie przyszpanuję dzisiaj, chyba że... kurde, chyba położyłam wafel ryżowy na rozlaną na biurku oliwę do maszyny, bo coś gorzki się zrobił...
Nadszedł znowu czas na: gdyby ktoś był. A więc, gdyby ktoś był tak zupełnie przypadkiem w Niechorzu, niech się strzeże. Owo miasto/wieś (niepotrzebne skreślić) od dnia 03.07.2013 będzie znajdowało się pod moja okupacją i dołożę wszelkich starań by znaleźć się na każdej imprezie w promieniu odpowiednim do mojego stanu i obuwia, w tym m.in. na dniu śledzia. (Brawa dla śledzia.) 

Mimo wszystko mogę zacząć reklamę już w dniu dzisiejszym!
Strudzony turysto bałtyckich nadbrzeży i pubów. Marzy Ci się skorpion na plecach? Wbijaj do mnie! Chciałbyś, aby Twoja twarz przemieniła się w maskę Spidermana wykonaną za pomocą farb plakatowych(nie no, chyba będą takie do malowania twarzy) ? Załatwione! Zawsze chciałeś mieć niezmywalnego penisa na czole i czuć jak ofiara losu? Nie mogłeś lepiej trafić. 
Tatuaże i malowanie twarzy na wesela, rozwody, urodziny, studniówki i melanże. 

~anything else