poniedziałek, października 28

DIY#17 DII lighter


" Zanim umrzesz upewnij się, że żyłeś"

Bo tak właśnie powinno wyglądać nasze życie, nie ograniczone tylko na jeden aspekt, lecz pełne wyzwań w każdej dziedzinie. Powinniśmy znaleźć czas nie tylko na naukę, ale pasje jak i zwykły chillout.

Nie wiem czy tylko mój własny, prywatny świat, z którego sieroty bez własnej tożsamości, z zerową ambicją, bez polotu i finezji robią dom publiczny, mogę nazwać schizopolis, czy to jest zupełna norma wyobraźamia sobie tego padołu łez przez większość homo sapiens sapiens, czy też neandertalczyków, bo jak wiadomo naukowcy nie wykluczają, że mogą stąpać jeszcze po świeciey  potomkowie tego gatunku. Super, w takim razie już znam drzewo genealogiczne połowy pełnoletniej dzieciarni z mojego miasta. Tytuł w końcu do czegoś zobowiązuje... Może zamknijmy temat niższych form życia. 

"Nie wiem jak Ty, ale ja śmiem twierdzić, że nałóg jest zły, bo trzyma na uwięzi."


Jako osoba zakochana w rapie, uwielbiająca twórczość Słonia, jarająca się niesamowicie jego nową płytą "DII", chociaż nie pszesłuchała ani jednego z niej utworu, bo chce to zrobić " na legalu" mając w swoim posiadaniu nowiutką płytę (tak, wiem, jestem szalona) oraz nie wyobrażająca sobie przebrnięcia przez muł tego świata bez szlugów, chociaż ostatnimi czasy spalenie całego mentola to nie lada wyczyn (powinnam rzucić to w cholerę, ale patrząc z logicznego punktu widzenia, to co ja będę robić, gdy nie będzie chciało mi sie uczyć?!) takim oto sposobem stworzyła zdanie wielokrotnie złożone, którego wykres przedstawia się następująco: (...). Fascynujące? A jakże.

Jestem osobą, która lubi fajne gadżety. A co dla palacza jest nieodłącznym wyposażeniem torebki/ kieszeni (zależy, czy mam dość pojemną kieszeń by zmieścić w niej szlugi i nie wyglądało to tak, jakbym miała fajki w kieszeni)? Zapalarkę :) Więc lakier do paznokci poszedł w ruch i w ten oto sposób powstał oryginalny nadruk na zapalniczce.

 

~anything else


wtorek, września 24

DIY#16 C'est loin le Paris? - cap


W ostatnim czasie wydarzyło się aż nazbyt dużo. Gdybym miała to wszystko opisać to pewnie wybijając kolejne litery na klawiaturze spędziłabym miesiąc. Może nawet więcej, bo posługując się licznymi synonimami czy wyrazami niezbyt rozpowszechnionymi w naszej powszechnej polskiej mowie można manipulować tak, że każde ze zdań ma inny wydźwięk a oznacza zupełnie to samo co miliony jego poprzedników.
Poznałam kilka osób, które zmieniły lekko moje postrzeganie świata, zasady, kryteria, wymagania, plany... Od początku wakacji, chociaż mam pewność, że ciągle to MOJE życie, towarzyszy mi uczucie, że stało się ono oksymoronem tego kim chciałabym być. Przestałam żałować decyzji, bo wiem, że robię to świadomie, a z konsekwencjami będącymi następstwem tego wszystkiego będę musiała się zmierzyć. I na ta walkę będę przygotowana.
Moja postawa forever alone została lekko rozchwiana dzięki czemu pozostaną miłe wspomnienia bez względu na resztę czynników. Śmiac mi się chce, gdy przypominam sobie liczne eskapady, czy wrześniowe nocowanie na plaży w namiocie, na działce czy moim własnym ogródku pod kocem mając kilka metrów od siebie nieświadomych rodziców. 
Liczne burze zaczęły omijać moje gniazdo, rodzice chyba zrozumieli, lub starają się zrozumieć, że osiągnęłam już wiek pełnoletności i należny mi się trochę wolności. Przestali mieć lub zelżały na sile ciągłe pretensje o moje późne powroty do domu czy częste wybywanie na miasto. 
Chociaż wiem, że to tylko czcza gadanina, a moje ideały są na stałe wszczepione w moje superego, to ciesze się, że tak wygląda moje życie. Dzisiaj to sobie dopiero uświadomiłam. Nie jest źle, ale może być jeszcze lepiej.

No to teraz czas na kolejne DIY . Potrzebowałam jakieś czapki z daszkiem, gdy dowiedziałam się, że praca nad morzem stała się czymś realnym. Nie miałam wielkich wymagań. Wystarczyło podbicie do pierwszego stoiska na targowisku miejskim i za cenę 8 złotych czapka stała się moja własnością.
Jednak była jakaś bez wyrazu. Pod wpływem chwili wyciągnęłam farby akrylowe i nie zważając na fakt, że nie mam żadnego pędzla, który byłby dobry do malowanie cienkich linii jak i mając świadomość ich wątpliwej jakości nabazgrałam to:


Mam świadomość, że będę to musiała poprawić, gdy tylko dostane w swoje ręce znacznie cieńszy pędzel od tych. które posiadam.

Jak Wam się podoba efekt końcowy?

~anything else

piątek, sierpnia 23

DIY#15 Moneybox

Mogłabym się zdziwić. Gdybym chciała, ale wszystko zostało rozegrane tak, że gałki oczne wychodzące ze swych oczodołów i usta uformowane w kształt litery "O" są wręcz dziwną reakcją. Ostatnimi dniami wyczystko toczy się aż nazbyt płynnie i lekko, bez wymuszenia czy chwili postoju. Trzeba korzystać z okazji, mówią, mówili i będą mówić, niezależnie gdzie się znajdę ani w jakich warunkach. Bo zawsze znajdzie się jakiś powód, jakiś mur do przeskoczenia, za którym czeka następny level, z lepsza grafiką, wyższym skillem i liczniejszą liczbą platform. Nawet gdy siedzimy w dołku, możemy odwrócić sytuację tak, by choć trochę z niej uszczknąć. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie na end'u bez szczątkowego happy end'u. 

Ostatnio dziwnym trafem zaczęłam wychodzić z domu. I rano i po obiedzie, a wieczorami to już wiadomo. Kilka ulic dalej toczy się hipisowska komuna. Wiadomo, piwko, fajeczka, trawka co dzień od Woodstocku. Nie rozumiem jak to jest wracać do domu, a wylądować w naszym wypizdówku na przeszło 3 tygodnie, bez żadnych z góry ustalonych możliwości noclegu, mieszkając tam, gdzie jest uprzejmy Pan czy tez Pani domu, bo przecież do domu kilka setek kilometrów. 
Nie mam pojęcia co się stało z tymi wakacjami. Przepłynęły mi miedzy palcami. miałam uprawiać sport, uczyć się, czytać, szyć... Rzeczywistość? Codziennie czuje się pognieciona, jakby ostatnia domówka przypadała na każdy wieczór minionych tygodni. To co się tam działo zniszczyło mi skrawek jeszcze dobrze działającej psychiki.  Zjechała się psiarnia (nie policja, tylko psiarnia), kibel się zatkał i zalał kilka pomieszczeń, wszędzie jak i na każdym znajdowały się przyklejone podpaski, wszędzie porozlewane piwo zmieszane z jedzeniem, goście w samych bokserkach i spodniach od piżamy zawiązanych na szyi jako krawat, urządzili sobie kacowy spacerek do kościoła, w którym będąc prosili księdza o udzielenie im homoseksualnego małżeństwa. Serio?
Kilka grilli, nowych znajomości, co u mnie jest rzeczą wręcz abstrakcyjną, i miliony przeznaczone na chlanie. Dzisiaj w nocy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na wyjazd nad morze, bo kolega ogarnął domek za darmo. Dwa dni chlania i baletów. To co, że nawet nie znam tych ludzi, jedynie jednego kolegę, ale z chęcią bym pojechała, gdyby nie ten hajs, a skołować przynajmniej jednego Władka w jeden poranek jest rzeczą awykonalną.
Chyba jeszcze do tej pory nie doszło do mnie, że moja wypłata już nie spoczywa na dole skarbonki. Cały mój budżet znalazl sobie wygodne lokum na kontach bankowych prywatnych sprzedawców. Bo to iPhone, to airmaxy, ubrania, słuchawki, biżuteria, plecaki, Woodstock... Pieniądze zdecydowanie się mnie nie trzymają...

A gdyby się trzymały, to znajdowałyby się z pewnością w tej oto skarbonce:


PRZED:
Nie posiadam lepszych zdjęć przed. Kuferek był cały w kolorze brzoskwiniowym, a na jego ściankach, w miejscu, gdzie obecnie znajdują się kawałki starej mapy znajdowały się urocze wzory w słoniki, żyrafy i tygryski. Dla mnie, zdecydowanie zbyt urocze. 

~anything else

czwartek, sierpnia 15

DIY#14 Vanity case\ make up bag

Mogłabym stwierdzić, że wszystko straciło sens. Przesypianie 80% z doby, brak poczucia głodu, psychika unosząca się w stanie nieważkości. Szlug za szlugiem i nie wiadomo co dalej. Wakacje...
Nie było mnie tutaj z półtora miesiąca, miesiąc spędziłam w pracy, kolejny tydzień przeznaczony był na relaks na Woodstocku, a reszty z życia nie pamiętam. Po prostu to przespałam, przepaliłam i chociażbym ciągle zastanawiała się nad motywami takiego a nie innego zachowania skrajnie przypominającego objawy depresji to kurwa nie wiem, po prostu kurwa no nie wiem! Jestem na siebie wkurzona, ale to chyba nie ma znaczenia, bo w końcu wstałam z łóżka, w końcu moja blokada została dezaktywowana i w końcu coś robię.

Z pewnością jeszcze napisze coś o moim miesięcznym statusie kobiety pracującej, bo uważam, że takie informacje mogą się przydać komuś, kto myśli o podjęciu pracy sezonowej nad morzem. 
Pewnie pojawi się tez wątek o chlaniu, jaraniu i dupy pokazywaniu - panie, panowie: Woodstock <3. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak jak i na wszystko. 

Jest tylko jedna rzecz, którą chciałabym zaznaczyć: było zajebiście! Pomimo wszelkich narzekań, krzywych akcji i innych tego typu, pewnym jest, że dobrze zapamiętam te wakacje. Osiemnaste wakacje w życiu...

A teraz do rzeczy. 


Pokażę Wam dzisiaj kosmetyczkę, czy też walizkę zrobioną specjalnie na wyjazd do pracy. Powstała z moich ulubionych jeansów, w które się oczywiście nie mieszczę i pomimo, że żal mi tyłek ściskał z tego powodu, nadal były za małe... 

PRZED
 PO





Tęskniliście?
~anything else


 

poniedziałek, lipca 1

DIY#13 Bag with tassles

To ja! No bo w sumie któż by inny... Nikt nie ma mojego hasła, nikt ze znajomych nawet nie wie o istnieniu tego bloga. Tak bardzo dyskrecja (i w tym momencie język polski robi potrójne salto w grobie).
Jak możecie się domyśleć, po tym, że nad morzem miałam nie mieć internetu, a właśnie piszę tę notkę, siedzę w domu! Odrzuciłam jakże cudowne możliwości rozwoju przy sprzedaży gumy do żucia za 5 złotych (5 ZŁOTYCH!), na rzecz niepewności związanej z inna pracą, której warunki po porównaniu do bycia królową poliizobutylenu (polimer z którego produkowana jest guma do m.in. Orbit) wydają się być iście królewskie. Tyle hajsu! Tyyyyyle! Może nawet nie umrę z głodu :)

A teraz czas na gwiazdę wieczoru (która ma zamek nie pod kolor, bo nie miałam innego, ale to szczegół, pokoloruje się :D):  torebka, która była wcześniej nieudaną torebką, która była wcześniej spódnicą! WTF?



A teraz czas na ogłoszenia parafialne! Nie ważcie mi się nawet wyjść, tak ja to robicie w kościele. Ja wszystko widzę. Mam trzecie oko, ale nie takie ciemieniowe, reagujące na promieniowanie jak gady. O! I trzecią powiekę tez mam, ale to chyba żaden wyczyn, bo każdy z Was też może się nią pochwalić. No kurde, nie przyszpanuję dzisiaj, chyba że... kurde, chyba położyłam wafel ryżowy na rozlaną na biurku oliwę do maszyny, bo coś gorzki się zrobił...
Nadszedł znowu czas na: gdyby ktoś był. A więc, gdyby ktoś był tak zupełnie przypadkiem w Niechorzu, niech się strzeże. Owo miasto/wieś (niepotrzebne skreślić) od dnia 03.07.2013 będzie znajdowało się pod moja okupacją i dołożę wszelkich starań by znaleźć się na każdej imprezie w promieniu odpowiednim do mojego stanu i obuwia, w tym m.in. na dniu śledzia. (Brawa dla śledzia.) 

Mimo wszystko mogę zacząć reklamę już w dniu dzisiejszym!
Strudzony turysto bałtyckich nadbrzeży i pubów. Marzy Ci się skorpion na plecach? Wbijaj do mnie! Chciałbyś, aby Twoja twarz przemieniła się w maskę Spidermana wykonaną za pomocą farb plakatowych(nie no, chyba będą takie do malowania twarzy) ? Załatwione! Zawsze chciałeś mieć niezmywalnego penisa na czole i czuć jak ofiara losu? Nie mogłeś lepiej trafić. 
Tatuaże i malowanie twarzy na wesela, rozwody, urodziny, studniówki i melanże. 

~anything else 

sobota, czerwca 29

DIY#12 How to do a poi?


 Dzisiaj przedstawię Wam krótki tutorial jak samodzielnie za kwotę 15 zł zrobić treningowe poi. 


 Potrzebne będą:
♠ taśma samonośna ok. 1m (pasmanteria)
♠ 2x piłka do tenisa (kiosk ruchu)
♠ 2x łańcuch o dł. ok 70 cm (Bricomarche)
♠ 4x kółko do kluczy (Bricomarche)
♠ 2x haki śrubowe z końcówką oczka- im większe tym lepsze (Bricomerche)




Obecnie jestem na etapie najprostszych tricków, ale mam nadzieję, że niedługo mój poziom będzie wyglądał tak:
Na wachlarze tez mam chrapkę, ale zobaczymy czy przeżyję starcie z poi.

~anything else

wtorek, czerwca 25

DIY#11 Black&gold dress

Kolejny motyw "właśnie uciekłam przed krwiożerczą pluszowa panterą, która obdarłam ze skóry kilka wpisów temu". Tym razem czarna sukienka z rozcięciami podszyta złotym materiałem. Tradycyjnie szyta kilka godzin przed sylwestrem, lecz nie tym ubiegłorocznym, którego całego planu event'u jeszcze nie zgłębiliśmy, gdyż ciągle ujawniają się nowe okoliczności i wydarzenia, lecz tego jeszcze wcześniejszego, którego z kolei noc mogłaby jak dla mnie przestać istnieć.



Kolejna robiona na szybko. Kolejna męska koszula.  Nie jestem z niej specjalnie zadowolona, ale no trudno...



Ile razy można opadać i się podnosić. Ile razy sukces może być jednocześnie klęską? Ile jeszcze godzin syntezy kortyzolu wytrzyma mój układ nerwowy? Dlaczego moja przysadka domaga się osłabienie wpływu hormonu stresu na mój organizm za pomocą nikotyny? Osłabienia wpływu, zahamowania wydzielania? Nie wiem, za głupia jeszcze na to jestem i kto wie czy kiedykolwiek się to zmieni.  Ktoś mógłby posądzić mnie o wielokrotne powtórzenia, ale znowu czuje ten strach. Niby nic, bo zresztą kto nie umie opchnąć ludziom gumy do żucia, ale znajdę się w nowej sytuacji i kto wie czy okaże się ona korzystną. Wiele się teraz słyszy, więc jakby co, odwiedzajcie mnie w burdelu w Berlinie ;) Nic praktycznie jeszcze nie uszyłam, bo to remont pokoju, to pokaz, to picie, to gra, to cokolwiek. Czuje się jak zawsze zawiedziona, ale chyba już na tyle się do tego przyzwyczaiłam, że mogę stwierdzić: jebać to.
W sobotę miałam okazje brać udział w teatrze ognia. Co prawda, będąc jedynie statystką, stałam na mostku jak sierota i trzymałam dwie, już po kilku minutach tlące się pochodnie. W tym momencie jedynie mnie to zainteresowało. Jednak, gdy pewna osoba zaczęła o tym opowiadać coś więcej, stwierdziłam, że to będzie fajna alternatywa dla kółka teatralnego i zajęć breakdance za którymi, że się tak kolokwialnie wyrażę, w kurwę tęsknię. Taniec z płonącymi wachlarzami, plucie ogniem, zabawa poikami czy płonącym kijem wraz z gimnastyką i akrobatyką coraz bardziej wżera mi się w top10 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. To dużo pracy, ale efekt jest niesamowity, wynagrodzenia też są  spoko, akurat na zakup profesjonalnego sprzętu. Wada? Mogę stracić moje już praktycznie nieistniejące włosy, albo spalić sobie twarz. O dziwo, mama na mieść o moim zaintrygowaniu kuglarstwem nie stwierdziła: dupę sobie podpal, tylko uznała, że to jest całkiem dobry pomysł. Ej, ej, ej! No po prostu kurwa nie wierzę. Co się dzieje z tym światem?

~anything else

czwartek, czerwca 20

Yeah! I have a job! Tak! Będę sprzedawcą gumy!

Moją obecną sytuację mogę streścić w trzech słowach: ŚWIAT SIĘ KOŃCZY. Dziękuję, do widzenia.
Zaraz, zaraz... I to miał być ten post, któremu jako zadanie przypadło zmienienie losów ludzkości? Kpina! Nie postarałam się... Więc chyba jestem zmuszona zacząć od początku...



Daaawno, daaawno temu, gdyż minęły już trzy dni od chwili gdy: dostałam pracę! Praca ta, to zresztą oczywiste, jest dla osób niezwykle ambitnych, skrupulatnych, pewnych siebie, chcących odnosić sukcesy i wozić się po wiosce porsche przy tym popijając drinka z kokosa (chciałabym poinformować osoby małoletnie iż spożywanie napojów alkoholowych, prowadzenie nie posiadając prawa jazdy, prowadzenie samochodu będąc pod wpływem odurzenia alkoholowego, czy bawienie się twardymi kokosami podlega pod paragraf 14 artykułu 352,1 odnośnie  ustawy o pijanych kokosach, podlegając karze prac społecznych w wymiarze 350000000060 sekund jako pomoc ds czyszczenia kibla i prawo to będzie bezwzględnie egzekwowane). Domyślacie się o co może chodzić? Tak! Będę sprzedawcą gumy na deptaku!
Jest to jedyna odpowiedź jaka uzyskałam po rozesłaniu 15 maili wraz ze swoim CV.  Czas włączyć bajerę i nakręcać koło fortuny. Jakby ktoś z Was zobaczył w lipcu na molo w Kołobrzegu, Mielnie czy też Dąbkach lub w okolicy osobę, która zawzięcie próbuje sprzedać gumę do żucia posługując się najprzeróżniejszymi podstępami i próbuje Wam wmówić, że to właśnie na TĘ GUMĘ czekaliście całe życie i to ONA jest WAM tak niezbędna w danej chwili, że aż nie możecie sobie tego wyobrazić, to będę ja :) Zapraszam, bo w sumie miło by było zarobić na ten chociażby jeden posiłek dziennie... :c
W sumie, kto normalny przy +30 stopniach myśli o gumie. No to zostanę tylko ja chcąca opchnąć tego jak najwięcej...

Teraz druga część. Nie mając wgl typowo letniej dolnej części garderoby będę musiała, że tak kolokwialnie nawinę, zapierdalać z maszyna i dokonać aktu stworzenia kilku par szortów czy spódniczek. Dziewczyna, której szafa już dawno charakteryzuje się pokaźnym przeżarciem nie ma szortów? To spisek! Pewnie pomyśli, że ludzie tak się nad nią zlitują i zaczną jej przysyłać paczki z ubraniami ;_; Może już przestane robić wywody i powiem o co chodzi. Oznacza to, że od dzisiaj pełna parą leci produkcja typowo letnich ubrań, tak, aby ich ilość wystarczyła na cały miesięczny pobyt. (Jeżeli oczywiście po tygodniu mnie nie wywalą....). Oznacza to też, że na ponad miesiąc zostanę odcięta od internetu, a nawet i na dłużej, gdyż powrót swój do domu datuję na pierwszy dzień festiwalu Woodstock, po czym zaraz wsiadam w pociąg, by zdążyć na otwarcie wydarzenia ;) Oczywiście wcześniej posiliwszy się w domu ;)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
1)  W sumie miło by było wyjść z kimś na piwo czy lody podczas mojego pobytu nad morzem, więc, proooooszę, uratujcie mnie od samotnej egzystencji w żarze Bałtyku.
2) Jakby ktokolwiek się jeszcze wahał! Woodstock, to najcudowniejszy festiwal muzyczny na jakim byłam( i zresztą jedyny, aczkolwiek jest to nieistotny szczegół) i jakby ktoś miał jakieś wątpliwości to piszcie, zawsze się można jakoś zgadać ;) 
3) Zastanawiam się nad ponownym zniszczeniem włosów czerwoną farbą, gdyż mój odcień jest niesympatycznie pospolity. Jeszcze nie znalazłam farby, której kolor by mi się spodobał. Macie jakieś propozycje odnośnie czerwono/wiśniowej farby?
po lewej: Palette, bodajże kolor wiśnia
po prawej: Marion, Rubinowa czerwień (wyszedł rudy, ale co ja tam wiem....) 



~anything else